Jesień 2020, nr 3

Zamów

Hierarchia bytów i niebytów

Jeszcze kilka lat temu życie Marka i jego żony wydawało się poukładane. Oboje mieli niezłą pracę, kupili na kredyt nieduże, ale komfortowe mieszkanie i porządny samochód. W nocy spali spokojnie. Wszystko zmieniło się z dnia na dzień, gdy Marek bez żadnego ostrzeżenia został wyrzucony z pracy.
– Pewnego dnia przyszedł do mnie wysłannik prezesa i położył na moim biurku wypowiedzenie. Tak po prostu – opowiada Marek. – Wcześniej ani razu nie słyszałem zastrzeżeń co do mojej pracy. Więcej, gdybym miał obstawiać, kto zostanie zwolniony z naszego 5-osobowego działu, to biorąc pod uwagę efektywność i zaangażowanie, siebie umieściłbym na przedostatnim miejscu. A jednak ktoś na samej górze, dla kogo byłem wyłącznie tabelką w Excelu, uznał, że najłatwiej jest znaleźć oszczędności, rezygnując z pracy osób zatrudnionych jako podmiot gospodarczy. Takim osobom nie przysługuje ani odprawa, ani okres wypowiedzenia, można przestać z nimi współpracować w każdej chwili.
Założenie własnej działalności gospodarczej było warunkiem, który firma postawiła Markowi na początku ich współpracy. Przez kilka lat nie odczuwał zbytnio minusów tej sytuacji: – Pierwsze lata w mojej agencji to czas bardzo intensywnej pracy, ale to była cudowna firma. Atmosfera była świetna, płacono nam za nadgodziny, więc niejednokrotnie siedzieliśmy w pracy nawet 24 godziny, ale z prawdziwą przyjemnością. Dopiero gdy zaczęły się problemy finansowe i nasza mała agencja została wchłonięta przez wielką agencję-matkę, klimat pracy radykalnie się zmienił, a ja zacząłem odliczać dni do soboty. Z firmy odeszły osoby najbardziej kreatywne, więc dochody spadły i zarządzono cięcia kadrowe. Ja byłem spokojny o swoją przyszłość, bo naiwnie sądziłem, że moje wyniki zapewnią mi bezpieczeństwo.
Jak dowiedział się później Marek, decyzja o jego zwolnieniu nie była konsultowana z jego bezpośrednim zwierzchnikiem. Podjął ją ktoś z korporacyjnej wierchuszki, kto prawdopodobnie nigdy nie zamienił z nim słowa. W jego obronie stanęło murem trzech dyrektorów różnych działów, z którymi współpracował. Po ich wstawiennictwie decyzja została odwołana, Marek odetchnął z ulgą i rozpakował swoje rzeczy. Po dwóch dniach prezes zmienił zdanie i unieważnił swoją poprzednią decyzję. W ciągu jednego tygodnia Marek został zwolniony z tej samej firmy dwa razy.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.