Jesień 2020, nr 3

Zamów

Boga nie okłamywałam

Ewa Hołuszko
Nigdy nie miałam potrzeby przebierania się za kobietę. Za to zawsze w najgłębszej swojej istocie psychoduchowej czułam się kobietą. Niestety kobietą uwięzioną w męskim ciele. Jak to jest: żyć w obcym ciele, które nieustannie człowieka uwiera? […]

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Katarzyna Jabłońska
Marka Hołuszkę łączyły więzi przyjaźni z wieloma osobami z opozycji demokratycznej, pośród nich był również ks. Jerzy Popiełuszko. Naprawdę nikomu z nich nie była Pani w stanie opowiedzieć o sobie – że jest transpłciowa?

Ewa Hołuszko
Jurek i ja to ciekawy przypadek – mamy podobne korzenie etniczne, o czym świadczą nasze nazwiska: Hołuszko i Popiełuszko. On od dzieciństwa rzymski katolik, mówiący najpierw językiem de facto białoruskim. Ja wyznania prawosławnego. Kiedy po ogłoszeniu stanu wojennego ukrywałam się, on pomagał moim najbliższym. Dzięki niemu synowie trzy miesiące spędzili w domu Zofii Bigosowej pod Zakopanem. Tam mnie zresztą po raz pierwszy otoczono, ale się wymknęłam.
A nie mówiłam nikomu, bo nie chciałam, żeby ta trudna do zrozumienia – wtedy o wiele bardziej niż dzisiaj – kwestia zachwiała zaufanie do mnie. Rozmawiałam o tym jedynie z Bogiem. Boga nie oszukiwałam – przed nim mogłam być sobą. Ale z ludźmi już nie, spowiednikowi też nie mogłam powiedzieć. Dziś już mogę, ale też nie każdemu. Mam wyznaczonych przez naszego metropolitę dwóch – jak ich my, prawosławni, nazywamy – duchowników. Mam szczęście, bo to wspaniali kapłani. Gdyby nie łaska wiary, dziś bym z Panią nie rozmawiała. Co jednak z tymi, którzy jej nie mają albo odrzucają Boga? Trudno mi sobie taką samotność wyobrazić.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.