Jesień 2020, nr 3

Zamów

Bez-wstyd Jezusa

Rzadko mówi się o Jezusie jako o mężczyźnie z krwi i kości, o człowieku płci męskiej, o tym jak ta męskość ujawnia się w Jego codziennym doświadczeniu. Jeszcze rzadziej mówi się o tym, że skoro był prawdziwym człowiekiem ze wszystkimi tego konsekwencjami, miał także zewnętrzne cechy płci, był istotą seksualną. Stąd już niedaleko do pytania, czy Jezus zbawił nas w swojej męskości czy – być może – zupełnie pomimo tego, że był mężczyzną. Czy w ogóle można mówić o znaczeniu płci Jezusa dla naszego zbawienia?
W interpretacji seksualności Chrystusa – niejako na antypodach – pojawiają się dwie skrajne wersje: jedna tak bardzo podkreśla męskość Jezusa, że czyni go nie tylko obiektem pożądania Marii Magdaleny, ale wręcz sugeruje Jego fizyczne oddanie się jej. W konsekwencji oznacza to, że Jezus miałby prowadzić aktywne życie seksualne. Ta koncepcja upowszechniła się w wersji popkulturowej za przyczyną dwóch książek i filmów, które powstały na ich kanwie: „Ostatniego kuszenia Chrystusa” Nikosa Kazantzakisa (książkę zekranizował sam Martin Scorsese) oraz „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna. Pozostawmy jednak tę koncepcję na boku, ponieważ jej skandalizujący, a nie merytoryczny charakter jest więcej niż oczywisty.
Druga wersja jest o wiele poważniejsza i wywodzi się z teologii feministycznej. Można by ją w skrócie nazwać niezgodą na „męskiego Zbawiciela”. Teologia feministyczna staje wobec problemu dogmatu chrystologicznego „o wcieleniu Boga w jednym człowieku-mężczyźnie, Jezusie z Nazaretu” – jak na łamach „Więzi” pisała Elżbieta Adamiak. Z punktu widzenia tej teologii istotne jest pytanie sformułowane przez Rosemary Radford Ruether: „Czy męski Zbawiciel może odkupić kobiety?”.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.