Jesień 2020, nr 3

Zamów

Rozmowy na dziedzińcu Wielka sztuka jest tajemnicą

kard. Gianfranco Ravasi
Obecnie civitas christiana nie jest już możliwa. Nie ma możliwości, aby ją nadal budować. Kultura chrześcijańska nie istnieje jako jedyna. Żyjemy w zupełnie innym kontekście kulturowym, historycznym. Dość wspomnieć o dwóch zjawiskach spośród wielu, które zmieniły radykalnie ten obszar. Pierwszy element to sekularyzacja. Chrześcijaństwo to nie sakralizm. Chrześcijaństwo to świeckość. Tu chrześcijaństwo zdecydowanie różni się np. od islamu, który ze swej natury jest sakralny i integrystyczny. Właśnie dlatego szariat (islamski „kodeks prawa”) jest równocześnie kodeksem prawa religijnego, cywilnego i karnego, a konstytucją jest Koran. Kiedy przyjmuję w Rzymie delegację z Iranu, przedstawiają się oni jako przedstawiciele Islamskiej Republiki Iranu. Dla mnie jako chrześcijanina sekularyzacja jest procesem negatywnym, ale świeckość jest pozytywna. Drugi czynnik to wielokulturowość i fenomen globalizacji. W tym kontekście kulturowym chrześcijaństwo nie może już dalej budować civitas christiana, chociaż oczywiście są tacy, którzy wciąż o tym marzą. Są ruchy i katolickie, i protestanckie, które nadal są przywiązane do tego ideału i są przekonane, że mogą to uczynić. Jaka jest zatem funkcja chrześcijaństwa w globalnym zsekularyzowanym świecie? Powiem tylko o jednej rzeczy. Funkcją religii w tej chwili powinna być nie sakralność, lecz świętość.

Jerzy Sosnowski
Te słowa Księdza Kardynała przypomniały mi jeden z moich ulubionych tekstów Jana Pawła II, czyli List do artystów z roku 1999. Papież pisze tam: „Nawet wówczas gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie”. Bardzo lubię ten tekst, ale zastanawiałem się, czy ktoś, kto nie jest chrześcijaninem, nie odczuwa niepokoju, że w ten sposób papież próbuje „ochrzcić” sztukę, która świadomie nie jest chrześcijańska. Czy deklarując, że przecież nie urządzamy przestrzeni społecznej, a zaledwie wchodzimy w nią ze swym świadectwem, katolicy nie stają się w oczach niewierzących taką, przepraszam, „piątą kolumną” Kościoła. Już nie nawracają siłą, bo nie mają armat, nie mają możliwości, tylko wchodzą i od środka mają chrystianizować świat. Czy to nie jest wbrew pozorom otwarcie trochę innego frontu, ale jednak w dalszym ciągu frontu?

Andrzej Seweryn
Odpowiem osobiście. Naprawdę nie mam natury Quislinga. Uważam, że nasza praca, której przykłady dałem, a mógłbym dać jeszcze więcej, jest po prostu pracą, która ma wzbogacić naszych widzów, często pozbawianych korzeni przez świat, w którym żyją. Naprawdę nie stoję pod teatrem z batem, biczując tych, którzy chcą opuścić salę w trakcie przedstawienia Claudela. Nie odczuwam takiego niebezpieczeństwa, o jakim Pan mówi. Tekst Listu do artystów Jana Pawła II jest dla mnie wstrząsający, niezwykły. Ale gdy czytałem go podczas narady ministrów kultury krajów Unii Europejskiej, to zostałem za to zbesztany. Mogę przyznać, że przesadzam z propagandą, natomiast nie przypuszczam, żebym mógł kogoś besztać za to, że czyta tekst, który nie jest tekstem Jana Pawła II.

Jacek Dukaj
Odczytuję cytat przytoczony przez red. Sosnowskiego nie tyle jako zapowiedź zagrożenia, wielkich zapędów ze strony Kościoła katolickiego co do podporządkowania sobie kultury masowej, ile raczej jako opis sytuacji zastanej. Globalizacja ma dwie fazy. Najpierw spowodowała, że zostaliśmy wystawieni na multum różnych innych kultur i zyskaliśmy świadomość, że to wszystko, co wcześniej przyjmowaliśmy za oczywiste i bezalternatywne, już wcale tak oczywiste nie jest. W drugim rzucie globalizacja powoduje jednak ciśnienie unifikacyjne, co dokonuje się na poziome popkultury. W tym momencie jest to model głównie amerykański, mówiąc skrótowo: hollywoodzki. Niemniej w tym modelu, zupełnie bez żadnych zapędów ze strony Kościoła, dominuje model narracji, opowieści, archetypów opartych w dużej mierze na kulturze chrześcijańskiej. Do tego nie potrzeba żadnych sztucznych mechanizmów. Można narzekać, że to jest zwulgaryzowane i banalne, niemniej te wszystkie rekwizytoria, archetypy, symbolika są przesiąknięte odwołaniami chrześcijańskimi. Od tego nie uciekniemy, dopóki globalną popkulturą będzie rządzić Hollywood, innymi słowy dopóki Chiny nie przejmą pałeczki, bo wtedy będziemy wszyscy oglądali filmy oparte na mitologii chińskiej.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Anna Karoń-Ostrowska
W dziejach kultury są tysiące tych fałszywych twarzy. Krzywe zwierciadło pojawia się na poziomie globalnym, międzynarodowym, walk partyjnych, rodziny, relacji ja-ty, relacji miłości, przyjaźni, ojcostwa, macierzyństwa, każdego wymiaru bycia człowieka z człowiekiem. Sądzę jednak, że zło – wszelkie wojny i konflikty – ma początek w tym, że ktoś zobaczył drugiego w tym krzywym zwierciadle i uznał to za prawdziwy obraz, bez szukania prawdy, bez odkrywania, kim ten drugi naprawdę jest. To dotyczy każdego z nas. W ten sposób można zobaczyć i konkretnego człowieka, i całe społeczności, kultury.

Andrzej Mencwel
W kwestii Listu do artystów myślę, że po pierwsze Jan Paweł II – czyli też polski twórca Karol Wojtyła – dobrze pamięta o słynnej anegdocie, którą czasem opowiada się studentom w Polsce. Był malarz Jan Styka, który malował wielkie religijne panoramy i malował je podobno na kolanach. Pewnego dnia pojawił się przy nim Pan Bóg, pokiwał mu palcem i powiedział do niego: ,,Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze”. W tym cytacie z Jana Pawła II jest ukryte pewne założenie. Intencja jest mianowicie taka jak w przytaczanych przeze mnie wcześniej słowach o kulturach: że wszystko co jest autentyczne w sztuce, jest „nasze”, jest akceptowane przez chrześcijan, przez Kościół. Nie dlatego, że jest deklaratywnie katolickie, tylko dlatego, że jest autentycznie humanistycznie.

To jest fragment rozmowy. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ zima 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.