Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wcale nie tak odwieczny naród

Żmiąca to niewielka wioska w Beskidzie Wyspowym, od 2012 roku znana już nie tylko stosunkowo wąskiemu gronu socjologów i antropologów wsi oraz zwolennikom metody monograficznej w naukach społecznych, ale — można śmiało powiedzieć — całej współczesnej polskiej socjologii. Jest to zasługą Michała Łuczewskiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, który dopisał trzeci odcinek do monograficznej „sagi” tej polskiej wsi (no właśnie, od kiedy polskiej? i co to znaczy, że polskiej?). Pierwszym odcinkiem była monografia Franciszka Bujaka z 1903 roku, drugim — studium Zbigniewa Wierzbickiego z 1963 roku. Książka Łuczewskiego ukazała się niemal równe pięćdziesiąt lat po pracy Wierzbickiego, utrzymując półwieczny cykl publikowania kolejnych analiz. Czemu zawdzięczamy taką niespotykaną karierę małej, prowincjonalnej miejscowości?
Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej to, moim zdaniem, książka wybitna. I nie tylko moim, o czym świadczy wydanie jej w ramach prestiżowej serii monograficznej Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (prace wybierane są tu do publikacji w formule konkursowej) oraz dwie, niemal równocześnie przyznane w 2013 roku nagrody. Pierwsza to Nagroda Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera w kategorii „publicystyka i eseistyka na tematy społeczne”; druga to Nagroda im. Stanisława Ossowskiego, przyznawana corocznie przez Polskie Towarzystwo Socjologiczne za najlepszą książkę socjologiczną lub z pogranicza socjologii. Nie ukrywam, że gdy wiosną 2013 roku zapoznawałem się z książką Łuczewskiego, byłem zaskoczony, że tak dojrzałe dzieło — i pod względem treści, i formy — napisał autor, stojący z racji młodego wieku dopiero u progu swej kariery naukowej (chociaż sporo już osiągnął: oprócz pracy uniwersyteckiej kieruje on Działem Badawczym w warszawskim Centrum Myśli Jana Pawła II, jest też inicjatorem powstania pisma „Stan Rzeczy” i jego redaktorem naczelnym).
Książka jest pokaźna, liczy sobie prawie 650 stron, w tym 550 stron zasadniczej narracji. Autor świetnie panuje nad swoim wywodem. Jego opowieść jest żywa, ale uporządkowana (przykuwa uwagę m.in. podobna struktura poszczególnych rozdziałów historycznych, co nie jest zabiegiem sztucznym, ale odzwierciedleniem toku analizy) i prowadzi do jasnych, uogólniających konkluzji w zakończeniu. Owo zakończenie to, co prawda, nagły skok o kilka pięter w górę w zakresie poziomu analizy, ale jest to jednak faktyczna synteza rozważań, a nie jakieś mniej lub bardziej swobodne myśli zamieszczone na końcu, jak to często bywa. Dodatkową zaletą książki jest „lekkie pióro” Łuczewskiego. Mówiąc kolokwialnie, książkę dobrze się czyta.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ jesień 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.