Jesień 2020, nr 3

Zamów

Efemeryczne przejawy pełni

Koźbiel
Pan pokazuje, że opozycja przezroczystość–nieprzezroczystość dotyczy pęknięcia w człowieku, w jego kondycji, ale też ujawnia się w myśleniu w kategoriach społecznych i politycznych. Bo w zależności od tego, jak sobie człowieka wyobrażamy, tak urządzamy sobie instytucje, procedury, organizujemy państwo?
Bieńczyk
Przezroczystość jest z jednej strony pewnym marzeniem, wyobrażeniem o egzystencji, z drugiej – konceptem, po który sięga chętnie niemal każda ideologia, każda władza, każda utopia także. Każda rewolucja hołduje własnemu marzeniu o przejrzystości, która w jej wyniku nastąpi, zstąpi na ziemię. Ale ten ideał zostaje najczęściej doprowadzony do takiej postaci, że wszystko, co się mieści poza jej spektrum, natychmiast staje się podejrzane. Jest to więc kategoria bardzo obosieczna i kiedy się nią operuje w dyskursie politycznym czy społecznym, a czyni się to od ponad dwustu lat, to oczywiście staje się ona instrumentem gry politycznej, narzędziem zdobywania i utrzymywania władzy.
Trochę czym innym przezroczystość była w okresie, kiedy powstawała Solidarność i rodziło się marzenie o społeczeństwie liberalnym, a w każdym razie „wolnym”, i trochę czym innym w okresie późnego, dzisiejszego liberalizmu, kiedy się mówi o niej jako koniecznym warunku poprawnego funkcjonowania społeczeństwa, a przede wszystkim władzy. Ale zasada jest taka sama: kończymy z ciemnością, z zasłanianiem, kończymy z chowaniem rzeczy w kąt, zamiataniem pod dywan i zaczynamy prawdziwie żyć. Kiedy Goszczyński wstąpił do sekty Towiańskiego, to tak właśnie mówił: „zaczynamy żyć”. Po czym sekta szybko siebie sterroryzowała.
Koźbiel
Może jesteśmy organicznie niezdolni do tolerancji, tylko deklaratywnie przyznajemy innym prawo do różnicy?
Bieńczyk
To, co przestaje być rozpoznawalne i akceptowalne przez stronę zwycięską, staje się wrogie, do usunięcia – na tym polega logika każdej walki i każdej władzy. Tolerancja, jak to ujął Cioran, jest „kokieterią umierających”. Ale idea przezroczystości dzisiaj funkcjonuje na szczęście także inaczej. Stała się ona imperatywem poprawności politycznej. Władza polityczna przyrzeka, że sama będzie „transparentna”, a opinia publiczna kontroluje „od dołu”, czy władza tej obietnicy dotrzymuje. Bo przezroczystość stała się podwójnym postulatem; to jest postulat oddolny, „bazowy”, postulat społeczny, i zarazem postulat władzy politycznej, która obiecuje społeczeństwu przejrzystość. Oczywiście, piękna jest idea przejrzystości.
Koźbiel
Rozumiem, że to jakaś deklaracja wyboru?
Bieńczyk
Mojego wyboru? Jeśli zdefiniować roussoistycznie przejrzystość jako pewną ideę porozumienia między ludźmi, to wierzę w to, że może zdarzyć się porozumienie pełne, bezsłowne, w tym sensie bywam roussoistą. Siłą przyjaźni albo siłą miłości coś takiego się dokonuje – takie spotkanie serc, jak mawiali romantycy. Tyle że to są chwile wybrane, nieciągłe, świąteczne, bardzo rzadkie i bardzo krótkie, na granicy złudzenia. Chwile idylliczne – dlatego pojęcie idylii wciąż u mnie powraca.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ jesień 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.