Jesień 2020, nr 3

Zamów

Czytanie świata Jutro spadną gromy

Żeby pokochać Narewkę, trzeba iść w puszczę, skręcić za rzeką w lewo, wdrapać się na skarpę i spojrzeć w dół. Tak przynajmniej mówi babcia Wiera Kardasz baptystka. Rozalia Staniszewska — katoliczka — przytakuje jej poważnie. Koleżanka prawosławna — pani Maria — macha tylko ręką. A potem śpiewają piękne pieśni.
Można iść jednak przez Narewkę inaczej. Nie schodzić z mostu, nie zapuszczać się nad rzeczkę, gdzie szczyty pokrzyw nęcą nieprzytomnie mdłym zapachem, a komary brzęczą niemrawo. Zamiast brodzić przez tłuste oka rzęsy, można skręcić w prawo od starej gospody i pustego placu pekaes. Miniemy stanicę kajakową, karaoke, sklep przemysłowy Shop Pracz (proszki do prania na wagę, płyny do mycia luzem), dotrzemy wreszcie do piekarni walczącej z konkurencją podrabiającą jej chleb blaszkowy. Dalej jest już tylko parafia katolicka i zakład mechaniczno-wulkanizacyjny Autosław. Później droga wychodzi w pola, a zapach spalin miesza się z macierzanką.
W którą by stronę nie pójść — domy w Narewce pociągnięto zwykle ciemną bejcą lub żółcią koloru rzecznego piasku. Ich okna są białe, plastykowe. Dachy — jeśli blaszane — błyszczą w słońcu. Domy objuczone cementową dachówką rozciągają krzywe grzbiety jak stare psy.
Można w Narewce utknąć w gospodzie. Można zajść do biblioteki, by zdybać w niej niezwykłych, natchnionych czytelników (o co najmniej dwóch takich się w gminie mówi). Można skoczyć do Neli Charkiewicz, serwującej parzoną kawę w świetlicy środowiskowej. Albo do Katarzyny Bielawskiej z GOK-u, która do kawy dokłada mleko i krówki. Katarzyna Bielawska może wiele opowiedzieć, może otworzyć „duszewność”, może dotknąć spraw niewypowiadanych.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ jesień 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.