Jesień 2020, nr 3

Zamów

Litery na piasku T – jak tyran

Ktoś powinien nauczyć nas czytać i pisać, i nie ufać — żeby wypełniła się dziś już klasyczna formuła Jana Kotta z Listów Kassandry z ziemi berneńskiej, prawdziwy klucz otwierający zamek każdej kultury: „Stempowski nauczył mnie pisać, czytać i nie ufać. Najszybciej nauczyłem się pisać, wiele lat zajęła mi nauka czytania, nie ufać nauczyłem się dopiero wtedy, gdy głos pana Jerzego był tak cichy, że z trudem można go było usłyszeć”.
Nie każdemu jest jednak dane spotkać takiego „mistrza szeptu” — stąd pewnie to nagłe ukłucie invidii w okolicach mostka i coś na kształt żalu, wyrażanego w formułach wysilonej a sztucznej skromności niespełnionego prymusa: „Nie żądałem przecież zbyt wiele”, „Wystarczyło przecież, żeby ktoś podał mi wtedy rękę”, „Jaka szkoda, że w tym właśnie czasie nie znalazł się nikt” itd. Na całe szczęście mój żal wobec wyroków Opatrzności, która poskąpiła mojemu nauczycielowi dystansu i złożonego oglądu rzeczywistości, nie jest podbity resentymentem. Ba, nosi ewidentne znamiona kokieterii, której korzenie tkwią w samowystarczalności i dumie, bo przecież, gorzej czy lepiej, prawie już spełniło się trudne życie — finiszujemy, Bogu dzięki, i to bez „Mistrza Szeptu”.
Wszystko to mając w pamięci, pozwólmy sobie dziś, mimo wszystko, na małą szklaneczkę goryczki w prowansalskie popołudnie, rozsiewające zapach anyżku i tymianku — goryczki, bo leży przede mną w słońcu mała książeczka, którą powinienem przeczytać 30 lat temu — młody, gotowy, chętny. Gorliwy i uczciwy w lekturze, jak pamiętam, to znaczy nigdy nieopuszczający opisów przyrody u Żeromskiego i Orzeszkowej. Za późno na sprawdzian moich czytelniczych cnót. Zresztą książeczka — jakby przewidując ten żałosny spektakl — pozbawiona jest w sposób kompletny przyrodniczych obrazów, jak i ogólnie stosowanych wypełniaczy, powieściowych w postaci stołowych — nieco pornograficznych — sprawozdań, gdzie dobieranie cielęcych kotletów, szparagów i młodych ziemniaczków, uważne sekcje żeberek po kasselsku, polowania na nieprzyzwoicie drogie przegrzebki w panierce, żucie rydzów z patelni ma napinać napięcie, naprowadzać na trop i bezwzględnie obnażać charaktery oraz spiski kotłujące się zazwyczaj na bankieciku sardanapalesque.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ jesień 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.