Jesień 2020, nr 3

Zamów

Czy możliwy jest cud antropologiczny?

Idea światowej władzy politycznej nie jest nowa. Ożywiała ona umysły wielu utopijnych socjalistów, którzy zaczernili tysiące stronic opasłych foliałów szczegółowymi opisami światowych konstytucji, form rządzenia władzy ogólnoświatowej, jej relacji z lokalnymi rządami krajowymi, zasad wyborczych itd. itp. Dwieście lat później nie tylko nie jesteśmy bliżej realizacji tego pomysłu, ale zapewne znajdujemy się dużo dalej, bo w początku XIX w. – aby zaprowadzić światowe rządy – wystarczyłoby porozumienie USA i paru mocarstw europejskich, dzisiaj natomiast trzeba by uzgodnić jego zasady z wieloma dziesiątkami państw na całym świecie, posiadającymi najprzeróżniejsze systemy polityczne, diametralnie różną stopę życiową obywateli, wyznających rozliczne religie i wychowywanych w radykalnie odmiennych kulturach.
W międzyczasie, owszem, zdołaliśmy doprowadzić do dwóch wojen światowych, ale perspektywa „światowej władzy politycznej” pozostała nadal niezmiernie odległa. Nieporadne próby – podjęte po zakończeniu obu wojen – stworzenia namiastek takiej władzy, jakimi były Liga Narodów (z której w trakcie 20 lat jej działalności wystąpiło aż 21 z 63 należących do niej państw) oraz ONZ raziły swoją nieskutecznością, a w tym drugim przypadku także częstymi przypadkami hipokryzji w działaniu oraz korupcji, aż po najwyższe szczeble władzy. […]
Zgódźmy się także, że owej „światowej władzy politycznej” nie da się wybrać w wyniku procedur demokratycznych (gdyby do nich dopuszczono, zapewne rządziliby światem przedstawiciele Komunistycznej Partii Chin). Jeżeli jednak powstałaby ona w wyniku procesu niedemokratycznego, to byłaby efektem politycznych kalkulacji najsilniejszych państw świata połączonej z tworzeniem globalnego biurokratycznego molocha. I gdyby do tego jednak doszło – w co jak pisałem powyżej, na szczęście, nie wierzę – to tym bardziej niepokojąco brzmiałoby stwierdzenie kard. Marxa: „instytucje tworzące ludzką wspólnotę muszą być zorganizowane tak, aby nie odwoływać się do cienia, który padł na ludzką duszę wskutek grzechu pierworodnego”. Jestem bowiem przekonany, że do owego „cienia” instytucje polityczne (acz ich celem jest budowanie dobra wspólnego) muszą się odwoływać. Lekcja XX wieku (innych stuleci także) udowodniła to ponad wszelką wątpliwość.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ Lato 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.