Jesień 2020, nr 3

Zamów

Rozmowy na dziedzińcu Moda na Franciszka, moda na ubogich?

Marek Liciński
Zanim rozpoczniemy naszą rozmowę, muszę uprzedzić, że znam się na biedzie, na jej przyczynach, naturze i realnych sposobach rozwiązywania związanych z nią problemów. Natomiast do Kościoła mam duży dystans i generalnie jestem tu mało kompetentny.

WIĘŹ
Również dlatego Pana zaprosiliśmy.

Liciński
Dopowiem jeszcze, że swój dystans wobec Kościoła zawdzięczam m.in. sześcioletniemu pobytowi w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne. Podziwiam Chrystusa, myślę nawet, że łatwo bym się z nim dogadał, ale Chrystus i Kościół wydają mi się światami bardzo od siebie odległymi.

Zbigniew Drążkowski
Jestem katolikiem i zawsze – chociaż z rożnym zaangażowaniem – nim byłem i ciągle szukam odpowiedzi na pytanie, co powinno stanowić istotę Kościoła. Pałace, rezydencje, kolorowe szaty z koronkami, Banco Ambrosiano i rzymskie dykasterie – to wszystko, moim zdaniem, w większym lub mniejszym stopniu przeszkadza Kościołowi. Kiedyś, jako katolik, bardzo byłem skrępowany tym jego wymiarem. Dla mnie Kościół to ludzie, którzy realizują swoje chrześcijaństwo na własną odpowiedzialność, kierując się swoim sumieniem, a nie pozycją w hierarchii. Teraz koncentruję się raczej na dobrych zmianach, które się w Kościele dokonują, cieszę się nimi, bo to oznacza, że Kościół żyje. Ale nadal jest bardzo dużo do zrobienia.
 
WIĘŹ
Od trzydziestu lat dzieli Pan swoją codzienność z bezdomnymi, którzy w prowadzonej przez Pana wspólnocie Emaus znajdują dom. Mieszkają tam także osoby z upośledzeniem umysłowym. Czy robiłby Pan to, gdyby nie Jezus, gdyby nie Ewangelia?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Drążkowski
I, dodajmy, gdyby nie św. Franciszek, który jest dla mnie bardzo ważną postacią. Nie wiem. Chrześcijaństwo jest, oczywiście, jednym z filarów mojej tożsamości. Jednak moje życiowe wybory dokonywały się przede wszystkim ze względu na drugiego człowieka, wynikały z pewnego rodzaju społecznej wrażliwości. Czuję się po prostu osobiście odpowiedzialny za to, jaki jest nasz świat. Czy robiłbym to samo bez mojego chrześcijaństwa? Nie wiem, ale tego, co robię, nie traktuję tylko jako ścieżki do zbawienia. To byłoby zbyt instrumentalne.

Liciński
Pan widzi swoją pracę w kategoriach posłannictwa czy powinności wobec drugiego, skrzywdzonego człowieka. Ja na swoją patrzę przede wszystkim przez pryzmat efektywności czy etyki zawodowej. Niby jest tu pewna różnica, jednak gdybyśmy doszli do samego sedna, pewnie okazałoby się, że różnice między nami są nieznaczne. A może nie ma ich wcale?

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ Lato 2013 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.