Jesień 2020, nr 3

Zamów

Polska jest przed nami

To od 12 września 1989 r., czyli od dnia powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego, można ponownie realnie mówić o wolnej Polsce. Zapanowała bowiem pewność, że kluczowe decyzje co do przyszłości państwa podejmowane są absolutnie suwerennie – w Warszawie, a nie w Moskwie. Nawet jeśli decyzje te musiały brać pod uwagę ówczesne wewnętrzne i międzynarodowe uwarunkowania, to były niewątpliwie samodzielne, nie zaś suflowane przez kogokolwiek z zewnątrz. Stanowczość premiera w obronie polskich interesów widać było dobrze zwłaszcza w negocjacjach z kanclerzem Helmutem Kohlem co do ostatecznego uznania granicy polsko-niemieckiej.
            Żal, że nie dokonały się symboliczne i realne akty sprawiedliwości, nie oznacza zatem zarzutu pomniejszenia polskiej suwerenności. Nie oznacza też pomniejszania historycznej roli pierwszego rządu III RP. Bo rzeczywistość pokazała, że choć różne siły polityczne rządziły, to steru ustawionego przez Mazowieckiego nie trzeba było przestawiać. W czasie jego premierostwa możliwe jednak były, jak sądzę, bardziej zdecydowane działania wyraźnie stawiające moralną „grubą linię” między PRL a nową Polską, które miałyby nie tylko de facto dekomunizacyjny charakter, lecz – przez swoją symboliczność – również szersze oddziaływanie społeczne. Owszem, nie były one możliwe w 1989 r., ale już kilka miesięcy później – po aksamitnej rewolucji i upadku muru berlińskiego oraz po rozwiązaniu PZPR – sytuacja zdecydowanie się zmieniła. Nie musiały to być także działania odwetowe. Na przykład odebranie niesłusznie przyznanych przywilejów nie byłoby spychaniem kogokolwiek do drugiej kategorii obywateli, lecz przywracaniem sprawiedliwości. Podobnie – w imię równości szans – inaczej można było postąpić w kwestii majątku PZPR, który później stał się podstawą ekonomicznej potęgi SLD. 

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.