Jesień 2021, nr 3

Zamów

Eks post Dotknąć ciszy (dwie próby)

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Wyobraź sobie, Czytelniku, katolicki kościół, pozbawiony ozdób. Nadmiaru malowideł. Styropianowych dekoracji.

Wyobraź sobie liturgię, która się toczy bez pośpiechu. Gdy kończy się jedno czytanie, zapada cisza. Żeby pomyśleć. Żeby nie przeganiać Izajasza Dziejami Apostolskimi, a Księgi Powtórzonego Prawa świętym Pawłem. Gdy zaczyna się pieśń, to nie urywa się na jednej strofie, ponieważ kapłan przy ołtarzu zdążył wykonać nakazane czynności i popatruje znacząco w stronę organisty na chórze. Co miało być wyśpiewane, zostaje wyśpiewane. Gdy mamy sobie przekazać „znak pokoju”, wezwanie do Baranka Bożego nie zaczyna się, póki naprawdę wszyscy, którzy chcą sobie uścisnąć dłonie, uścisną je. To ma swoją cenę: msza trwa jakieś dwadzieścia pięć minut dłużej, niż w zwykłych kościołach. Ale, co uderzające, gdy kapłan znika w zakrystii i milknie muzyka, wielu ludzi, choć mogliby pospieszyć do innych zajęć, jeszcze na coś czeka. I wychodzą dopiero po pewnym czasie.
            Czekać na coś.
            Doświadczyć upływającego powoli czasu.
            Jak na pustkowiu, gdzie wydarzeniem staje się najdrobniejszy dźwięk. Przelot ptaka. Dalekie echo. Powiew wiatru, zamierający zaraz. Wtedy znaczenia nabiera także każdy gest. Spojrzenie. Krok, lub pozostanie na miejscu. Liturgia.

            Bo każdy taki ruch to jest decyzja, w wyniku której wydarzenia potoczą się w pewien określony sposób. W mieście, choćbyśmy starali się żyć najroztropniej, jesteśmy pogrążeni w jakimś zbiorowym tańcu świętego Wita. Naruszamy stan zastany – bez namysłu, bo też nie jest to żaden zastany stan, lecz proces, nie! raczej tysiące procesów bez wyraźnych, sobie przypisanych początków i bez uchwytnych końców. Większość wątków do niczego nie prowadzi, a jeśli nawet, to dzieje się to już bez naszej obecności, bo wychodzimy z nich, jak w nie weszliśmy, zaprzątnięci czymś innym, myślący o kolejnym punkcie do wykonania, o kolejnej mecie do osiągnięcia, a po drodze oko cieszą (lub przerażają) jakieś formy, jakieś komunikaty, sortowane szybko przez wytrenowany do tego umysł na kategorie: przydatne, nieprzydatne, przy czym te drugie zapadają natychmiast w otchłań tego, co się w gruncie rzeczy nie zdarzyło, czego w gruncie rzeczy nie byliśmy świadkami, skoro nie pozostawiło ani śladu w naszej pamięci. Czy te poszczególne mini-decyzje są aby słuszne, nie sposób właściwie skontrolować. 

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.