Jesień 2020, nr 3

Zamów

Rozwiązłość jako metafora

Dosłownie i metaforycznie rozumiana rozwiązłość jest tu figurą utraty. Wielorakiej i bolesnej. Bohaterka w finale po raz kolejny porzuca znany sobie świat i wyrusza w stronę przyszłości, którą chce zbudować samodzielnie, z rozpoznaną samoświadomością, ale zarazem bez jakichkolwiek zobowiązań, które bądź zrywa, bądź próbuje na własny rachunek przepracować. Czy jej się jednak uda rozwiązać przeszłość? Natrętnie powtarza „to nie jest moja historia” (to, czego się dowiedziała? to, co przeżyła? historia Polski dla niej, Żydówki?), a przecież echo w niej odpowiada „moja historia”, bo tego, co było, nie da się tak po prostu przekreślić. W autokomentarzu na tylnej stronie okładki pisarz powiada: „Rozwiązła to w gruncie rzeczy powieść religijna”. Ja religijność zrozumiałem tu na sposób negatywny. Brak religii jako brak więzi, brak Boga, doświadczenie pustki.

Pomimo ułomności jest to powieść ciekawa i ważna. Może nawet to, co słabe i nieprzekonujące, daje do myślenia. Bo mamy tu do czynienia ze zmaganiem się z materią skomplikowaną i wymykającą się uporządkowaniu. Pamięć, ład, logiczna spójność rzeczywistości – to wszystko podlega rozkładowi. Nie ma więc, bo nie może być, jednolitej i jednoznacznej narracji. Świata nie da się opisać. Język wymyka się spod kontroli. Rozwiązłą można potraktować jako porażkę, jednak porażkę kształcącą. W jakiejś mierze przypomina mi ona Miazgę Andrzejewskiego. Powieść w trakcie nieustannego stawania się, pękniętą, niespełnioną. To summa naznaczona pierworodnym grzechem wielkiego zamiaru, jednak niemożliwego do zrealizowania.
Rozwiązłość jest tu metaforą. Między rozmaitymi jej znaczeniami można dostrzec i takie: sama powieść w swojej formie okazuje się „rozwiązła”, nieokiełznana, wymykająca się regułom.
 
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.