Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pop i jego dziwne owoce

Mariusz Gradowski: 
To, co nazywa się dziś – szeroko – muzyką poważną, kiedyś było nazywane po prostu muzyką. W XIX wieku rozwinął się tzw. nurt muzyki salonowej, tworzonej przez kompozytorów o wiele niższych lotów niż Chopin, Schumann czy Brahms. Doskonale sprawdzała się ona w domowym muzykowaniu, była na tyle łatwa, że prawie każdy mógł takie utwory wykonywać w małych zespołach kameralnych, śpiewać z towarzyszeniem fortepianu. Nie używało się wtedy określenia „muzyka popularna”, ale z dzisiejszej perspektywy byłby to jakiś jej odpowiednik. Zaspokajała ona podobne potrzeby – dawała swojską melodyjność, ładne harmonie, możliwość wspólnego spotkania się przy muzyce, czytelną, często sentymentalną emocjonalność. Przykładem tego typu muzyki jest słynna Modlitwa dziewicy Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej – utwór rzewny, wzruszający, korzystający z przewidywalnych środków… Już same tytuły kompozycji Bądarzewskiej sugerują ich poziom artystyczny – Wspomnienie chatki, Słodkie marzenia, Pamiątka przyjaźni…Środki wymyślone przez kompozytorów wyższej klasy zostały przez kompozytorów muzyki salonowej strywializowane i spłycone. Wydestylowali ją oni do takiej postaci, która była łatwa w odbiorze dla szerokiego kręgu odbiorców. W pewnym sensie, był to „pop” w ramach muzyki poważnej.
Ewa i Marcin Kiediowie: 
Może granicę między muzyką popularną a poważną da się łatwiej wytyczyć, jeśli będziemy mówić o wykorzystywanych instrumentach?
Gradowski: 
I to kryterium okazuje się pozorne.Instrumentarium muzyki popularnej to od końca lat 50. przede wszystkim tercet gitar elektrycznych plus perkusja. Do tego dochodzi cały zestaw instrumentów, które na przestrzeni lat wzbogacały ten podstawowy skład: instrumenty dęte blaszane, organy i pianina elektryczne, syntezatory, automaty perkusyjne, samplery. Rozbudowywanie brzmieniowego języka muzyki rockowej wiązało się też od lat 60. z wykorzystywaniem instrumentarium kojarzonego z muzyką poważną, od pojedynczych instrumentów (skrzypce, klawesyn, waltornie) po całe zespoły – od kwartetu smyczkowego po orkiestrę symfoniczną. Dzisiaj świadomy artysta rockowy ma do dyspozycji tę samą paletę brzmień i technik kompozytorskich, które ma świadomy kompozytor muzyki poważnej. Joanna Newsom nagrała znakomitą płytę Ys z orkiestrą symfoniczną i harfą, kompozytor Paweł Mykietyn sięga w Pasji po ciężko brzmiące gitary elektryczne, granice się zacierają.
Kiediowie: 
Zatrzymaliśmy się na razie bardziej na formie. A jak jest pod względem treści – czy muzyka popularna jest w stanie udźwignąć idee? Podejmować ważne tematy, nie banalizując ich?
Gradowski: 
Jak najbardziej. Myślenie, że muzyka popularna jest w stanie dać tylko rozrywkę, jest błędem. Oczywiście, są piosenki, których jedynym zadaniem jest bawienie czy wzruszanie; które mają trafić do mniej wyrafinowanej publiczności. Ale od początku historii muzyki popularnej w jej współczesnym kształcie pojawiali się artyści, którzy przy całej swojej popularności i nastawieniu na dotarcie do masowego odbiorcy tworzyli rzeczy, których artyzm broni się do dziś. Dobrym przykładem mogą być amerykańscy kompozytorzy: działający w XIX w. Steven Foster, pierwszy kompozytor, którego kariera opierała się tylko na pisaniu piosenek, popularnych zarówno w saloonach pogranicza, jak i w mieszczańskich salonach; George Gershwin, łączący świat rozrywkowego wówczas jazzu z kunsztem artystycznych kompozycji muzyki poważnej; Duke Ellington, wybitny kolorysta i znakomity innowator jazzowej orkiestry. Mamy wreszcie przypadek jazzowej wokalistki Billie Holiday, wykonującej utwór Abla Meeropola Strange Fruit z 1939 r., uznawany za pieśń protestu. Tytułowym dziwnym owocem jest ciało zlinczowanego Murzyna, który zwisa z topoli. Tłumaczenie Anny Bańkowskiej dobrze oddaje brutalność obrazu i jego ironiczny język: „Dziwne owoce Południe ma na swoich drzewach; / Krew cieknie im po liściach i wsiąka w korzenie. / Czarne trupy tam bryza znad morza owiewa, / Dziwne owoce z topól zwisają nad ziemią”. Przejmujące słowa, przejmująca piosenka. A przecież Billie Holiday reprezentuje ten właśnie rodzaj muzyki, który krytykował Adorno za miałkość i wtórność. Strange Fruit jest doskonałym przykładem tego, że już w 1941 r. Adorno nie miał racji – muzyka popularna może wznieść się na poziom sztuki.

 

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.