Jesień 2020, nr 3

Zamów

Żarłoczność i asceza kultury

Historia fenomenu Gwiezdnych wojen to jedna z ważniejszych form przejawiania się, inspirowanej pierwotnym przekazem medialnym, kultury ekspresywnej. Ta ostatnia bowiem to nic innego, jak instytucje i praktyki, za pomocą których ludzie ustanawiają, ujawniają i operują materiałami symbolicznymi, dzielą się z innymi własnymi fascynacjami, ale nade wszystko – za pomocą wszelkich dostępnych środków – opowiadają sobie ukochaną historię. Wszyscy, którzy biorą udział w tej symbolicznej wymianie, od zwykłych oglądaczy filmów, przez zakręconych badaczy świata przedstawionego w opowieści, aż po reprezentantów kulturowej konwergencji, tworzą globalną wyobrażoną wspólnotę, są z tej właśnie „galaktyki”, noszą emblematy swojego plemienia i obiecują wierność idei na dobre i na złe.
Podobne postawy mają swoje głębokie źródło antropologiczne. Lee Drummond w pasjonującej książce American Dreamtime w micie poszukujeklucza do analizy zjawisk długiego popkulturowego trwania. Jego zdaniem, fenomen Gwiezdnych wojen ma naturę mitologiczną – zawarta w nich opowieść odwołuje się do struktury wtórnego języka mitu w tym sensie, że nasza percepcja rzeczy-w-świecie dokonuje się zawsze w kategoriach poprzedzających ich nazwanie. Jesteśmy po prostu przygotowani i zdolni do zinterpretowania fantastycznych, dziwacznych opowieści proponujących rozwiązania najbardziej podstawowych problemów ludzkiej egzystencji. Opowieści te mają naturę mitu dlatego, że nie analizuje się ich racjonalności, prawdopodobieństwa, wtórności etc., ale traktuje jako bardzo istotny zbiór obrazów-wartości, do których pragniemy metonimicznie przylegać, stać się ich częścią, bronić zawartej w nich wizji świata, ale także rozwijać różne wątki opowieści na własną rękę, poszukując tak samo myślących i odczuwających.
Popkultura jest wielkim snem, czasem i przestrzenią poza zwykłym czasem i zwykłą przestrzenią, bo tylko w takich warunkach, kiedy świat nie przypomina tego zza okna, rodzi się mit, wydarzają się rzeczy fundamentalne. Filmy, jak wszelkie narracje mitycznie, nie są tekstami interpretowanymi zgodnie z kodami, ale bardziej przypominają wędrówkę w obrębie semiosfery, której się doświadcza i czyni ważnym aspektem naszego życia. Oglądanie filmów to zawsze podróżowanie po znajomej lub dopiero poznawanej topografii semiosfery czasowo-przestrzennej. Jeśli czujemy się w niej u siebie, sytuujemy się tym samym w sferze liminalnej, imaginacyjnie zawieszamy własne zwykłe funkcjonowanie, aby przylegać do tych wartości, które wprzódy uznaliśmy za swoje, i jakie chcą z nami kultywować inni członkowie plemienia z „tej oto Galaktyki”. Wiemy przy tym, że powrócimy do owego świata za oknem, ale zawsze odmienieni i uzbrojeni w pewność, że struktura mitu to struktura in illo tempore.


To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.