Jesień 2020, nr 3

Zamów

Otwartość, którą się żyje

Czym zatem ma być owo dostosowanie do potrzeb nowego świata, do współczesności? To pytanie zadaje sobie Juliusz Eska, a z perspektywy początku XXI wieku widzimy, że formułuje je niejako w naszym imieniu. Do dziś bowiem spieramy się o to, jak dalece nasz katolicyzm winien się uwspółcześniać.
Czy wystarczy zainstalować sprzęt nagłaśniający w barokowej świątyni lub wybudować kaplicę w stylu Corbusiera? Czy księża z mandoliną i zakonnice na skuterach to jest ta współczesność, o którą nam chodzi? – pyta autor. Czy może raczej mamy na myśli działalność w stylu Abbé Pierre’a lub Małych Braci od Karola de Foucauld? I w końcu – czy wystarczy zmienić język i metody działania, by już wchodzić w dialog ze światem? Eska odpowiada na to pytanie negatywnie. Takie uproszczone podejście nazywa wprost wulgaryzacją prawdy o uniwersalizmie Kościoła. Sama zmiana języka i metod nie sprawi, że Kościół wejdzie w dialog z nową epoką. Formy zewnętrzne są ważne, ale nie one stanowią istotę problemu. Ta, według redaktora WIĘZI, polega na nieustannej pracy nad zrozumieniem i uświęceniem konkretnych ludzi, konkretnego życia, tkwiącego w określonych sytuacjach w określonym czasie. Dopiero z tego zrozumienia winny rodzić się specyficzne formy i język. Wszelkie nowości w Kościele mają być przejawami tego procesu uwspółcześniania. Jeśli nie są jego ogniwami, może się okazać, że są zbędne lub wręcz szkodliwe.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ nr 1/2013 (cały magazyn dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.