Jesień 2020, nr 3

Zamów

O prześladowaniu Kościoła

Kiedy siadłem dzisiaj rano, by napisać tekst do blogu na temat prześladowania Kościoła, pocztą mailową przyszła ciekawa informacja. Otóż trwają prace nad biografią pierwszego kapłana powojennych Słubic ks. Maximiliana Lobody. Nie czas teraz i miejsce, by opisywać jego interesujące dzieje. Dość powiedzieć, że ks. Loboda mieszkał w tużpowojennym Frankfurcie nad Odrą i stamtąd przychodził do Słubic, by sprawować Mszę św. 25 listopada 1945 r. radzieccy żołnierze zagrodzili mu przejście przez tymczasowy, drewniany most na Odrze, zarekwirowali kielichy i oficjalnie zabronili wstępu do Słubic. Tak rozpoczęły się czasy – mówiąc ogólnie – ograniczenia wolności religijnej w Polsce: walki z Kościołem, prześladowania ludzi wierzących.

W modlitwach za rządzących często przewijają się słowa: „Aby religia nieustannie cieszyła się wolnością”. Wolność religijna należy do współczesnych standardów życia społecznego. Niejednokrotnie jest gwałcona. I to jest prawda. Nawet Amnesty International przyznała, że chrześcijaństwo coraz częściej staje się ostatnio przedmiotem ataków i nienawiści. To, że świat będzie nas nienawidził, mamy zagwarantowane od dawna. „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” – zapewnia nas Jezus. Pozostaje tylko kwestia: kiedy, jak i gdzie będzie nas nienawidził. Potrzebna jest także umiejętność rozróżniania, co jest, a co nie jest nienawiścią świata.

Oczywiście, formy mogą być różne. Od krwawego prześladowania aż po bardzo wyrafinowane sposoby zwalczania Boga i prowokowania w ludziach niewiary. Słowa „prześladowanie” moim zdaniem powszechnie się dzisiaj nadużywa. Takim mianem należy określać systemowe ograniczanie wolności religii i praw Kościoła za pomocą środków przemocy bezpośredniej czy też środków politycznych. Znakiem potwierdzającym prześladowanie Kościoła jest konieczność zejścia do podziemia, by móc realizować przynależne Kościołowi funkcje. Nie, z takim prześladowaniem zapewne nie mamy do czynienia w Polsce. Nikt nikomu nie zabrania się modlić, iść do kościoła, posyłać dzieci na religię, wspomagać kościelne akcje charytatywne, urządzać procesje.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Trudniej jednak oceniać inne działania ze strony państwa. Dwa przykłady są tutaj znamienne. Pierwszy to kwestia koncesji na cyfrowe nadawanie Telewizji Trwam (przydział miejsca na multipleksie). Jedni wierzą w argumenty merytoryczne państwowej instytucji, która – jak na dzisiaj – odmówiła tego miejsca. Inni twierdzą, że to walka z Kościołem. Na taką tezę trzeba jednakże mieć także merytoryczne argumenty. Jeśli takie są, to strony mogą dyskutować. Jeśli ich jednak nie ma – bo teza o prześladowania Kościoła jest założona z góry i wszystko ją potwierdza – żadnej dyskusji być nie może, jedynie opór wobec prześladującego państwa.

Drugi przykład to nauka religii w szkole. Dochodzą mnie ostatnio słuchy o komasowaniu etatów katechetów przez gminy, by szukać oszczędności. Czasami rzeczywiście dokonuje się to nieelegancko, gdy urząd nadzorujący szkołę samodzielnie przesuwa katechetów i dzieli etaty, nie biorąc pod uwagę zdania Kościoła, czyli proboszcza bądź kurii. Wtedy wytacza się argumenty o prześladowaniu Kościoła. W jednej z rozmów przypomniałem, że przecież – jak wiem – szukanie oszczędności przez likwidowanie cząstkowych etatów dotyczy nauczycieli wszystkich przedmiotów. W odpowiedzi usłyszałem, że trzeba być naiwnym, by w to wierzyć, bo chodzi o likwidację religii, a ograniczenia innych etatów w szkole to działanie tylko dla niepoznaki, słowem – zasłona dymna dla prześladowania Kościoła. Można i tak.

Odczytywanie tego, jak jest naprawdę, nie jest proste. Wszystko (bądź prawie wszystko) zależy od przyjętego nastawienia: czy spoglądam na świat i Kościół poszukując przede wszystkim przestrzeni wolności czy też wychodzę z założenia, że nie ma innego Kościoła jak tylko prześladowany. Potem widzi się już tylko argumenty potwierdzające jedną bądź drugą tezę. Obiektywnego opisu chyba nie ma i nie będzie. Każdy będzie się sytuował mniej lub bardziej w „wolnościowym” bądź „prześladowczym” widzeniu świata i Kościoła. Opisując świat i go analizując, każdy bowiem pisze przede wszystkim swoją własną intelektualną biografię.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.