Jesień 2020, nr 3

Zamów

O czynieniu dobra

Nie wiem, czy to klasyczna lektura duchowa, ale w Wielkim Poście czytam Ekonomię dobra i zła czeskiego autora Tomáša Sedláčka (Warszawa 2012). Autor opisuje dzieje ekonomii – jak czytamy w podtytule – W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street. Osią opowieści jest – jeśli tak można powiedzieć – rola kategorii dobra i zła w ekonomii.

Nie wiem, czy bibliści zgodzą się z jego interpretacjami, ale są mi one bliskie. Na przykład ta o sensie czynienia dobra u Żydów w Starym Testamencie. Autor pisze: „Po co więc postępować dobrze? (…) Odpowiedź może być tylko jedna: dla samego dobra. Ono ma w sobie dość mocy, aby samo z siebie stanowiło wynagrodzenie. W tym sensie nagroda za dobro nie musi przychodzić w formie materialnej (…). Hebrajczycy mieli postępować dobrze niezależnie od tego, czy się to opłaca, czy nie. Jeśli dobro (wychodzące) jest wynagradzane otrzymywaną dobrocią, to stanowi ona jedynie premię dodatkową, a nie jest powodem czynienia dobra. Dobro i nagroda nie są wzajemnie powiązane. (…) Dobro (przychodzące) nas już spotkało. Musimy postępować dobrze z wdzięczności za dobro przychodzące, które zostało nam okazane w przeszłości” (s. 83).

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Według czeskiego ekonomisty taka perspektywa była konieczna, by wyzwolić się z deterministycznego rozumienia „algorytmu karania za grzech”, według którego cierpienie jest karą za grzech w znaczeniu prostego związku przyczynowo-skutkowego. Historia Hioba jednoznacznie jednak przeczyła temu algorytmowi, który objawiał się także u uczniów Jezusa pytających na widok niewidomego: „Kto zgrzeszył: on czy jego rodzice?” (J 9,2). Zaprezentowane tutaj rozumowanie było proste: ten, kto cierpi, musiał nagrzeszyć, skoro zasłużył sobie na karę Bożą. Nie ma cierpienia bez przyczyny. Jak podkreśla Sedláček, Hiob pozostaje człowiekiem dobrym, chociaż „to mu się nie opłaca”.

Chrześcijaństwo wprowadza sankcję wieczną, co widać chyba najlepiej w przypowieści o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19–25). Na marginesie dodam uwagę Sedláčka, według którego lektura przypowieści nie pozwala wnioskować o moralności obu bohaterów, a jedynie o ich statusie materialnym. Uwaga ta jest o tyle interesująca, że w chrześcijaństwie rzeczywiście pokutuje przekonanie o niemoralności bogactwa jako takiego. Wróćmy jednak do sankcji wiecznej. W pewnym sensie funkcjonuje ona jako „wyjście bezpieczeństwa” w tym skomplikowanym algorytmie karania za grzech i nagradzania za dobro. Doświadczenie uczy nas codziennie, że wcale nie staje się to w tym życiu. Rzeczy złe zdarzają się dobrym ludziom. I odwrotnie. Hiob mówił, że dobro trzeba czynić dla samego dobra. A jeśli już szukać motywu do czynienia dobra, to jest nim wdzięczność. Jestem głęboko przekonany, że ta motywacja wciąż aktualna jest w chrześcijaństwie. Wielowiekowa dyskusja o relacji między łaską a uczynkami, wiarą a zasługą pokazuje, że to napięcie motywacyjne wciąż jest aktualne. Czynić dobro z wdzięczności czy też w nadziei nagrody? Kant twierdził – co podkreśla Sedláček – że nasza interesowność neguje moralność naszych czynów. Innymi słowy: dobro czynione ze względu na nadzieję nagrody jest bezwartościowe, gdyż jest w gruncie rzeczy ekonomiczną kalkulacją, a nie dobrem czynionym z miłości.

Dlaczego więc czynić dobro? Ano z wdzięczności wobec Boga, który umiłował nas, gdy jeszcze byliśmy grzesznikami. Niebo to (tylko) wartość dodana. Prawdziwe dobro jest bowiem wtedy, gdy wynika ze świadomości bycia kochanym, a nie wtedy, gdy liczy się na miłość w zamian za uczynione dobro. Na miłość nie da się zasłużyć. Można się jej jedynie odwdzięczyć.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.