Jesień 2021, nr 3

Zamów

Szekspir bez mrugania okiem

Klęska „Titusa Andronicusa” nie wyrządzi Janowi Klacie większej krzywdy. Po pierwsze znajdą się bezkrytycznie zapatrzeni w reżysera akolici, którzy wybaczą mu każdą klapę. Po drugie Klata myślami jest dziś w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, gdzie w styczniu obejmuje dyrekcję. To jest dopiero wyzwanie. Jeśli mu się powiedzie, wszyscy zapomną o niedorzecznej wrocławsko-drezdeńskiej koprodukcji. Co nie umniejsza rozczarowania „Titusem Andronikusem”. Można je nazwać wprost proporcjonalnym do oczekiwań, jakie towarzyszyły tej premierze.
To nie jest najwybitniejszy dramat Szekspira, za to jest najkrwawszą w jego dorobku jatką. Jan Kott opisywał go kiedyś, mówiąc, że później musiałoby dojść do wyrzynania pierwszych rzędów widowni, bowiem aktorzy nawzajem by się pozabijali. Pada w tej sztuce kilkadziesiąt trupów – liczba porównywalna choćby z filmami o Rambo albo Predatorze. W finale Titus częstuję swą antagonistkę, Tamorę, pasztetem z jej dwóch synów. Zaszlachtował ich najpierw metodycznie, jak oni wcześniej obcięli dłonie i język jego córce, a potem przygotował potrawkę. Taka to sztuka, choć wyszła spod ręki subtelnego tragika.
To właśnie spiętrzenie bezprzykładnego okrucieństwa i groteski wskazywało, że Titus Andronikus powinien leżeć Klacie jak rękawiczka. Spektakl jeszcze przed premierą okrzyknięto wydarzeniem. Z racji nazwiska reżysera, ale także dlatego, że powstał w koprodukcji Teatru Polskiego we Wrocławiu z drezdeńskim Staatsschauspiel. Niemieccy aktorzy zagrali Rzymian, polscy – barbarzyńskich Gotów. Nie sądzę, aby za tą decyzją Klaty stała chęć prowokacji, chociaż i ona przydała widowisku rozgłosu. Raczej chodziło o to, by w dramat Szekspira wpleść refleksję o polsko-niemieckich relacjach i uprzedzeniach. Kłopot w tym jednak, że Klata, jak się okazuje, nie ma na ten temat prawie nic do powiedzenia. Kończy się więc na banałach i grepsach, w których tonie cała inscenizacja. Najgorzej, że wiele z nich przypomina marny kabaret. „Titus Andronikus” to tekst dla teatralnego Tarantino…

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w miesięczniku WIĘŹ nr 10/2012 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.