Jesień 2020, nr 3

Zamów

Sobór widziany z prowincji

Duch soboru jest w dużej mierze niedefiniowalny, a Kościół posoborowy mieści w sobie bardzo wiele różnych nurtów: charyzmatyczny i tradycjonalistyczny, przyjmuje pod swoje skrzydła anglikanów i pozwala na sprawowanie liturgii według statutów Drogi Neokatechumenalnej.
Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o istotne znamiona Kościoła posoborowego – czyli takiego, który można wyczytać z litery i ducha soboru – będzie trwało zapewne jeszcze bardzo długo, a najprawdopodobniej wśród historyków teologii i historyków Kościoła nigdy się nie skończy. Największą trudność sprawia w tej dyskusji umiejętność rozróżniania tego, co drugorzędne od tego, co rzeczywiście dotyczy jądra wiary. Taka „drugorzędność intronizowana” jest prawdziwą przeszkodą w debacie o soborze i jego wizji Kościoła. Boję się (o) ludzi, którzy dogmatyzują swoje przekonania dotyczące rzeczy jakby nie było wtórnych i z tego, co drugorzędne czynią nieomylną doktrynę, rzucając na szalę samych siebie. A dzieje się tak często właśnie w dyskusjach o tym soborze. Wystarczy znowu wspomnieć spory wokół liturgii, które – przepraszam za złośliwość, ale taka właśnie debata odbyła się na jednym z internetowych forów poświęconych liturgii – czasami sprowadzają się do kwestii długości obrusa na ołtarzu.
Co jest zatem miernikiem (po)soborowości Kościoła? Tego kryterium – jak mi się wydaje – trzeba szukać zupełnie gdzie indziej.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w miesięczniku WIĘŹ nr 10/2012 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.