Jesień 2020, nr 3

Zamów

Miłość wprawia w ruch

Kiedy myślimy „modlitwa”, zaraz pojawiają się skojarzenia: bezruch, wyciszenie, skupienie. Jak się mają do tego podskoki, obroty, pokłony, z których upleciona jest modlitwa tańcem? Czyżbyśmy słyszeli właśnie jakąś fałszywą nutę, zgrzyt?
Anna wyjaśnia to wszystko za pomocą wymyślonej przez siebie teorii zataczającego się koła: – Koło jest symbolem pełni. Wyobraź sobie punkt, który oznacza doświadczenie Boga. Spotykasz Go na przykład podczas medytacji Pisma Świętego. Słowo porusza cię tak bardzo, że już „nie możesz nie mówić tego, co widziałaś i słyszałaś” (Dz 4, 20). Tylko że czasami przekaz werbalny nie wystarcza – radość ze spotkania Boga jest tak wielka, że chcesz ją wyrazić całą sobą – wstając, klaszcząc, podskakując. Kiedy narzeczona czeka na kochanego, też nie siedzi w miejscu – chodzi po mieszkaniu, poprawia coś na stole. Miłość wprawia w ruch także nasze ciało, bo tacy przecież jesteśmy – fizyczni. Ale kiedy wyrazimy radość przez taniec, to w którymś momencie znowu wracamy do kontemplacji. Na jednych warsztatach tańczyliśmy do słów: „Panie, Ty znasz moje imię, ukryte jest w Tobie. Objawiaj swoją miłość, którą zachowałeś dla mnie”. Kiedy skończyliśmy, ludzie zastygli w bezruchu. Takie doświadczenie często się powtarza. Raz podszedł do mnie chłopak i powiedział: „A teraz to już trzeba tylko uklęknąć i trwać”.
    Dziwactwo? Naciągana teoria? Zajrzyjmy do Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Potrzeba połączenia zmysłów z modlitwą wewnętrzną jest zgodna z wymaganiem naszej ludzkiej natury. Jesteśmy ciałem i duchem, dlatego odczuwamy potrzebę wyrażenia na zewnątrz naszych uczuć. Musimy modlić się całą naszą istotą, by nadać naszemu błaganiu jak największą moc” (KKK 2702).

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 8-9/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.