Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wypłakać żal

W listopadzie 1942 roku kilku mieszkańców podkarpackiej wsi Gniewczyna doprowadziło do śmierci osiemnastu Żydów, głównie kobiet i dzieci, które od kilku miesięcy ukrywały się w okolicy przed hitlerowską machiną zagłady. Miejscowi gospodarze, zanim sprowadzili z Jarosławia żandarmów, przez całe dwa dni torturowali żydowskich mężczyzn i gwałcili kobiety. 
Żandarmi na miejscu wymordowali liczną rodzinę, uwięzioną przez chłopów w domu, który jeszcze do niedawna był zamieszkany przez ofiary. Rozstrzeliwaniu umęczonych jeńców przyglądał się Tadzio Markiel, ukryty w pokrzywach rosnących za węgłem stodoły. „Trynczerowie ustawili się lękliwie z boku podwórka, od strony drogi, i przygarniali dzieci między siebie. […] Leiba poderwał się pierwszy, jakby w nadziei, że ochoczą ofiarą ze swego życia rozmiękczy serca morderców, uratuje rodzinę. Był boso, w starej koszuli i połatanych kalesonach”. Jednak oprawca wskazał na dzieci. Starszy chłopiec, zgodnie z niemym rozkazem, uklęknął i przywarł twarzą do podwórka. „Spokojnie, jakby przystępował do pierwszej komunii”. Hitlerowiec strzelił mu w tył głowy. To samo spotkało jego młodszego brata i siostrę. Gdy padł strzał w kierunku dziewczynki, młodszy braciszek, widać niecelnie trafiony, podniósł główkę, ale zaraz roztrzaskała ją na kawałki kolejna kula. Tego widoku nie wytrzymał już Tadzio, zrywając się w panice z kryjówki w pokrzywach. Uciekający chłopiec nie widział śmierci pozostałych piętnastu osób. 
Dwa dni wcześniej dwunastoletni Markiel, usłyszawszy o pojmaniu Żydów, dostał się do sieni domu zwanego „Lejbówką”. Uwięzionych trzymano w bocznej izbie, zaś naprzeciwko, w pomieszczeniu kuchennym, odbywały się „przesłuchania”. Mężczyzn pytano o rzekomo ukryte kosztowności, ich żonom pytań nie zadawano. „Gwałcone kobiety dusiły szloch, aby nie straszyć przede wszystkim własnych dzieci, a mężczyźni nie mogli krzyczeć, bo podczas tortur robiono im mostek na stołku, kneblowano usta i wlewano wodę do nosa”. O tym wszystkim Markiel dowiedział się dopiero później – tragedia toczyła się za zamkniętymi drzwiami, w ciszy, „jak w ostatnim kręgu piekła Dantego”. Jednak chłopiec, zanim z sieni wyrzucił go kopniakiem jeden z oprawców, zdążył usłyszeć przez zamknięte drzwi jakieś dziwne dźwięki. Po latach odtworzył je z taką precyzją, że dziś, gdy o tym czytamy, wydaje się nam, że to my sami słyszymy jęki hańbionej kobiety.

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 8-9/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.