Jesień 2020, nr 3

Zamów

Nie ma demokracji bez wiary

Jednym z silnie ugruntowanych stereotypów we współczesnej kulturze Zachodu jest przekonanie o strukturalnym, historycznym i genetycznie uwarunkowanym konflikcie pomiędzy hierarchicznym Kościołem oraz demokratycznym państwem. Stereotyp ten nie odpowiada jednak historycznej prawdzie. W zasadzie można powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie – to w chrześcijańskiej Europie wieków średnich powstawały zręby nowożytnego demokratycznego państwa prawa. […]
Konflikt Kościoła z demokracją jest zjawiskiem znacznie późniejszym. Lecz nawet w tym późniejszym okresie pogląd, że Kościół ze swej natury przeciwstawiał się nowożytnemu demokratycznemu państwu, jest wciskaniem złożonej rzeczywistości w czarno-białe schematy. Trzeba bowiem na przykład pamiętać, że u progu rewolucji francuskiej duchowieństwo należące do Stanów Generalnych niemal en bloc poparło ich przekształcenie w Zgromadzenie Narodowe i w pierwszych latach masowo popierało rewolucyjne przemiany.
Do pojednania katolicyzmu z nowoczesnością – a przynajmniej do znaczących kroków ku pojednaniu – byli gotowi także papieże: Pius VII, który jako kardynał mówił w 1797 r., że demokracja i katolicyzm nie tylko nie są naturalnymi wrogami, a wręcz przeciwnie znakomicie się uzupełniają; Pius IX (późniejszy autor „Syllabusa”!), który rozpoczynał swój długi pontyfikat z wyraźną wolą otwarcia na nowoczesne państwo; wreszcie posiadający bardzo szerokie horyzonty Leon XIII, nazywający wolność „najcudowniejszym z darów Boga” i swym postępowaniem sprawiający, że wśród integrystów modlono się o uwolnienie Kościoła od „papieża-masona”.

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 8-9/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.