Zima 2020, nr 4

Zamów

Eks post: Pomyśl, zanim pomarzysz

Jak to właściwie miało być? Mętne są źródła, na których podstawie  rekonstruuję moje dawne wyobrażenia przyszłości, gdy ta tymczasem stała się teraźniejszością: jakieś szkolne wypracowania w stylu „Świat za wiele lat”; powieści science-fiction, które w ilościach hurtowych pochłaniałem w końcu podstawówki; filmy z tego samego nurtu, oglądane mniej więcej równocześnie;  śladowe wspomnienia po kilku artykułach w prasie popularnej na temat poziomu technologii, jaki mieliśmy osiągnąć w roku dwutysięcznym.  Chodzi mi przy tym o wizje, powstałe odpowiednio dawno, znacznie przed rokiem 1980, kiedy jeszcze modna była futurologia i kiedy trudno było uwierzyć, że wszystko to sprawdzimy naocznie. A uwierzyć było trudno, gdyż rachunki przegrywały z mitologią: kolejne stulecie to miał być Całkiem Inny Świat, zamieszkały przez Całkiem Innych Ludzi, i zdroworozsądkowe twierdzenie, że w niemałym stopniu zaludnią go urodzeni w drugiej połowie wieku dwudziestego, po prostu nie mieściło się w głowie.
A zacząłem sobie zadawać pytanie „jak to właściwie miało być?” podczas pobytu w Paryżu, kilka lat temu. Któregoś dnia szedłem skarpą w Maison-Laffitte; spomiędzy burzowych chmur wyjrzało nagle słońce i oświetliło, jak reflektorem specjalnie nakierowanym przez Inscenizatora, grupę nowoczesnych budynków w La Defense. Pewnie ten sztuczny, teatralny efekt sprawił, że zdawało mi się przez chwilę, że oglądam dekoracje. Ano właśnie: dekoracje do spektaklu na temat przyszłości, która niespodziewanie nadeszła.
Więc: jak to właściwie miało być? Pomijam teksty, które likwidowały problem, zapowiadając urządzenie sobie przez ludzkość atomowego końca świata.  Otóż – zacznę od kwestii zapowiadanych wtenczas jako zupełnie oczywiste – Księżyc miał być w roku 2000 praktycznie skolonizowany, a w każdym razie dziś powinny się na nim znajdować liczne bazy naukowe i eksploracyjne. Wyprawy załogowe miały kierować się na Marsa, a nawet  jeszcze dalej. Komunikacja w miastach – zapewniano – będzie się odbywać się napowietrznie, przy użyciu rakietowych taksówek, bądź śmigłowców. Wzrusza mnie zresztą realny ślad tego oczekiwania, który można dostrzec w Warszawie, a mianowicie nigdy chyba nie wykorzystany „heliport” na dachu Grand Hotelu przy ulicy Kruczej (zbudowany w 1958 roku). Nauka w szkołach odbywać się będzie – mówiono – przez sen (badania nad taką metodą prowadzono, zdaje się, naprawdę).

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.