Jesień 2020, nr 3

Zamów

Podziemne dziennikarstwo. Pisma drugiego obiegu w latach 1981–1989

Wprowadzenie stanu wojennego spowodowało cofnięcie się do sytuacji komunikacyjnej sprzed kilkudziesięciu lat. Niedziałające telefony, cisza medialna i ograniczenia poruszania się spowodowały, że informacje rozpowszechniały się dużo wolniej. Rozprzestrzeniały się wówczas różnego rodzaju plotki dotyczące sytuacji w kraju. Twórcy bezdebitów, które ukazywały się w pierwszych dniach stanu wojennego, stanęli przed problemem rzetelnego informowania czytelników w sytuacji, w której uzyskanie potwierdzonych informacji było niemal niemożliwością.
Trudności konspiracyjnego dziennikarstwa pokazują pojawiające się niekiedy na łamach ówczesnej prasy podziemnej (np. „Wiadomości”, „Informacja Solidarności”) informacje, które okazały się nieprawdziwe. Znaleźć możemy na ich łamach notki mówiące o śmiertelnych ofiarach pacyfikacji kopalni „Manifest Lipcowy”, żołnierzach odmawiających wykonania rozkazów (a nawet występujących zbrojnie po stronie „Solidarności”) czy przetrzymywaniu dwóch tysięcy internowanych na płycie lotniska w Radomiu. Pomimo starań podejmowanych przez podziemne redakcje nie sposób było uniknąć takich sytuacji. Konstanty Gebert, który w tym czasie wraz z żoną Małgorzatą Gebert próbował wydawać własny biuletyn, wspomina: „Żadnej procedury weryfikacji informacji oczywiście nie było. Na przykład ta [fałszywa] informacja, że [Tadeusz] Mazowiecki zmarł w internacie. Ja jej nie puściłem tylko dlatego, że zanim zdążyłem to napisać, to już się okazało, że to nieprawda”. Helena Łuczywo, która wraz z Joanną Szczęsną przygotowywały do jednego z pierwszych numerów „Tygodnika Mazowsze” artykuł o przebiegu protestów w śląskich kopalniach, wspomina o dużych trudnościach w przygotowaniu tekstu i weryfikowaniu docierających poprzez „bibułę” ze Śląska informacji.
Gdy było to możliwe, prasa podziemna dementowała krążące po Polsce plotki, nawet wtedy, kiedy stawiały one władze w bardzo negatywnym świetle. Mimo że takie informacje stanowiłyby świetny argument delegitymizujący władze, uznawano ich rozpowszechnianie za szkodliwe dla „Solidarności”.

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.