Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Zbrodnia Teresy Desqueyroux?

Bohaterka jednej z najwcześniejszych powieści Mauriaca, powstałej w roku 1927 Teresy Desqueyroux, wydaje się szalona i w dodatku jest potworem: próbowała bowiem otruć swojego męża, a potem chciała zabić siebie i swoje dziecko. Jednak autor ma dla niej współczucie, bo to dusza bez Boga – dusza pozbawiona miłości. Mauriac poprzedza swoją powieść mottem z Kwiatów zła Baudelaire’a: „Panie, ogarnij swą litością szaleńców i szalone! O Panie! Czyż mogą istnieć przed oczyma Stwórcy potwory, o których tylko on sam wie, dlaczego istnieją, dlaczego i jakim słowem zostały powołane z prochu, i jak na zawsze mogłyby pozostać w nicości?…”.
Teresa nie czuła nienawiści do swojego męża, Bernarda, gdy dolewała kolejne dawki kropel Fowlera na bazie arszeniku do jego kieliszka, zamieniając lekarstwo w truciznę. Jej szaleństwo zrodziło się z tego, że nie potrafiła go kochać. Jednocześnie brak miłości był dla Teresy tak dotkliwy, że bez niej nie umiała istnieć, traciła poczucie jakiejkolwiek więzi ze światem zewnętrznym, a także z samą sobą. Teresa nie kochała także swego dziecka, które budziło w niej lęk, bo zbyt przypominało ją samą. Istotę, która w każdej chwili może stać się bezgranicznie samotna i do głębi nieszczęśliwa z powodu braku miłości. Kogoś takiego spotkał pewnego razu Mauriac, bo opowieść o Teresie oparta jest na autentycznych wydarzeniach.
Marzeniem Teresy Desqueyroux był duchowy związek z innym człowiekiem – możliwość porozumienia. Zaznała tego uczucia kilkakrotnie w dzieciństwie, kiedy leżały z przyrodnią siostrą Bernarda, Anną de la Trave, wśród wrzosów, pod błękitnym, gorącym niebem lipca. Każdy powinien mieć choćby jedno doświadczenie absolutnego porozumienia z drugim człowiekiem, a więc i zgody na własne istnienie, poczucie obecności w czasie wiecznym. Dla Teresy szczęśliwe było całe to lato, kiedy Anna przyjeżdżała na swoim rozpędzonym rowerze piaszczystą drogą do Argelouse, gdzie mieszkała Teresa. […]
Miłość w tej powieści jest tajemnicą niepokojącą jak monstrancja w rękach księdza, którego Teresa widywała z daleka. Ten „dziwny przedmiot”, „to coś” zawsze budziło w jej duszy niepokój.

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.