Lato 2021, nr 2

Zamów

Upadki w literę

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Janina Koźbiel
U artystów, o których Pan pisze, podkreśla Pan ich pieczołowitość wobec słowa, pokorę rzemieślnika, nawet jeśli artysta jest geniuszem. Jak ocenia Pan Puszkina – robotnika słowa? Co dla Pana jest istotą właściwego stosunku do słowa?

Andrzej Turczyński
Ach, współczesność nasza, jak żadna wcześniej, pełna jest artystów i artystek, rzecz jasna, których wybujałe ego nonszalancko traktuje rzemiosło, zresztą zdegradowane i prawie unicestwione w przestrzeni społecznej przez wielkoprzemysłową produkcję taniego towaru. A już Kopernik napisał niewielki traktat o tym, że zły (tani) pieniądz wypiera z rynku dobry (drogi) pieniądz. Ale co tam Kopernik – w świecie pozorów nikt taki – a ten przecież miał czelność przeczyć pozorowi – się nie liczy. Poszukajmy tedy źródła owej rzekomej opozycji: sztuka–rzemiosło, artysta– rzemieślnik. Jak wiadomo, łacińskie ars, artis oznacza zręczność wykonywania czegoś, biegłość w jakiejś dyscyplinie – pisaniu lub kamieniarce. W znaczeniu zaś przenośnym odnosiło się to słowo tyleż do sztuk pięknych, malarstwa i poezji, co do retoryki choćby, a nawet oznaczało cnotę i dobre obyczaje. Znaczenie to przetrwało we współczesnym języku włoskim – z niewielką odmianą w pisowni – art-ista/art-igiano. A zatem jako autor niewierzący w natchnienie – choć dający posłuch muzom – zwyczajnie zabieram się do roboty. Pisanie, malowanie, wykonywanie muzyki to robota wymagająca doskonałej znajomości rzemiosła. Co nie znaczy, że nie może zaistnieć moment twórczy, kiedy odrzuca się zastałą formę, szukając nowych, innych środków artystycznej ekspresji, uwolnionej z rzemieślniczego rygoryzmu. Ale nawet w takim przypadku pozostaje to, co najważniejsze – umiejętności. Należy wiedzieć, co się odrzuca.

Cały tekst w miesięczniku nr WIĘŹ 2-3/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.