Jesień 2020, nr 3

Zamów

Mój bunt

Wśród młodych osób związanych, w różny sposób, ze środowiskiem WIĘZI przeprowadziliśmy ankietę o buncie. Postawiliśmy im pięć pytań: 1. Czy ja sam się buntuję? W jaki sposób? 2. Czy brak buntu to bierność i akceptacja zła? 3. Co dobrego może wyniknąć z buntu? 4. Jakie są granice buntu? Kiedy kończy się bunt, a zaczyna anarchia? 5. Czy granice buntu dla chrześcijan leżą gdzie indziej niż dla niewierzących? Czy ateiście wolno więcej?

Odpowiedzi napłynęły od 19 osób, w wieku od 21 do 33 lat. Wszystkie odpowiedzi indywidualne publikujemy na stronie internetowej Laboratorium WIĘZI: www.laboratorium.wiez.pl. Tutaj natomiast zamieszczamy ich zbiorcze podsumowanie z wykorzystaniem fragmentów poszczególnych wypowiedzi.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

„Buntuję się – pisze Konrad Tarnopolski (absolwent politologii na UW i teologii na Bobolanum, pracuje w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW oraz jako katecheta w warszawskim liceum) – wobec sytuacji, gdy wprowadza się nieprzygotowane i nieprzemyślane przepisy w ustawie refundacyjnej, i gdy moja żona, lekarz, nie może skutecznie wykonywać swojego zawodu i leczyć pacjentów z powodu odrealnionych pomysłów administracyjnych. Pytam, dlaczego […] osoba, która jest ministrem zdrowia, nie odpowiada za przygotowaną listę leków, a parlamentarzyści za wywołany ustawą pożar? Dlaczego była minister zdrowia robi karierę i awansuje niczym dozorca z Alternatywy 4? […] Marzy mi się, aby 100 000 chorych poszło do NFZ ze swoimi receptami. Marzy mi się zorganizowany opór, kibicuję zbuntowanym lekarzom i farmaceutom, liczę na to, że ich protest może przynieść korzyść także pacjentom”.

„Tak, buntuję się – napisała Anna Sosnowska (absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na UKSW, dziennikarka kanału religia.tv). – Często, niekiedy skutecznie, innym razem żałośnie. Sprzeciwiam się sytuacji w naszym państwie, która sprawia, że licząc sobie ponad trzydzieści lat i ciężko pracując, nie mam żadnej gwarancji życiowej stabilizacji – ani teraz, ani w przyszłości. W tym obszarze mój bunt jest chyba najbardziej bezradny. Bo co mogę zrobić? Nie chcę zmieniać zawodu. Mam skrzyknąć innych kolegów zatrudnionych na umowy śmieciowe i pomaszerować przed Kancelarię Premiera, gdzie będziemy palić opony i rzucać w policję kamieniami? […] Innym obszarem buntu Sosnowskiej jest Kościół, a dokładniej wszechobecna w nim infantylizacja. „Wielu dorosłych świeckich naprawdę zatrzymało się na rozwoju religijnym drugoklasisty. Więc duchowni – bo tak rozeznają? bo tak jest prościej? – mówią do nas jak do dzieci i często tak nas traktują. Ledwo wyświęcony ksiądz bez cienia zażenowania zwraca się do czterdzieści lat starszej od niego penitentki per córko. (Pozdrawiam przy okazji księdza, który w czasie kolędy pochwalił mnie za znajomość Ojcze nasz)”.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 2-3/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.