Zima 2020, nr 4

Zamów

Hodowanie Palikota

Zmusiłem się, by przeczytać program Ruchu Palikota pod hasłem „Nowoczesne państwo”. Trudno mówić o spójnym programie. To raczej zbiór radykalnych postulatów, w większości obyczajowych, o założeniach politycznych czy gospodarce tam niewiele. Ruch poparcia Palikota zdobył dużo głosów i jest fakt bezdyskusyjny. W którejś audycji w radiu usłyszałem, że ugrupowanie uzyskało tak dobry wynik, gdyż poparli je różnej maści społecznie niezadowoleni. To nieprawda. Przynajmniej częściowa nieprawda. Ruch Palikota nie karmi się niezadowolonymi w sensie socjalnym. Nie popierają go ci, którzy stracili na transformacji ustrojowej. Ci byli w Samoobronie, a w dużej mierze zasilają szeregi zwolenników PiS. Ruch Palikota to reprezentacja alternatywnego modelu życia, innego niż kulturowo wciąż w Polsce dominujący. Palikot zawarł w swoim programie najbardziej sztandarowe problemy, które powracają w publicznej debacie i bez jakiegokolwiek niuansowania zaproponował radykalne rozwiązania. A wszystko to podlane antykościelnym sosem.

Cały program utrzymany jest w antyklerykalnej retoryce, z której dobrze już są znani niektórzy jego zwolennicy (nomina sunt odiosa). Kościół i księża to zasadniczy wrogowie Ruchu Palikota. Jego zwolennicy właśnie w Kościele upatrują największą (a może jedyną) przyczynę swoich nieszczęść. W ich mniemaniu to z inspiracji Kościoła mamy takie prawo, jakie mamy. A jeśli nie z inspiracji Kościoła to z powodu nieustannego liczenia się z nim. O jaki tu właściwie Kościół idzie?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kiedy poczytałem komentarze na FB oraz różnych „katolickich” portalach na temat wyborów i wyniku osiągniętego przez Ruch Palikota, uświadomiłem sobie, że w dużej mierze Kościół sam sobie go wyhodował (Palikota i jego ruch). Z wielu wpisów toczyła się nienawiść w najczystszej postaci. Słowa, którymi opisywani byli jego zwolennicy, w tym także potencjalni członkowie parlamentu, nie nadają się tutaj do publikacji, ale można je znaleźć w słownikach wulgaryzmów, słów obraźliwych, slangu knajackiego. Styl – niestety – w dużej mierze rynsztokowy.

Staram się z ludźmi rozmawiać, także z tymi, którzy z Kościoła odchodzą albo dystansują się do niego. Wielu z nich odchodzi od Kościoła (czasami także od wiary) wcale nie z powodu tego, co Kościół mówi, ale z powodu tego, jak mówi. Nie, nie wzywam do zmiany nauczania Kościoła. Chodzi o język i styl, jakim się Kościół posługuje. Że można to zmienić, przykładem jest kwestia miejsca w Kościele osób rozwiedzionych i żyjących w powtórnych związkach. Kościół nauczył się mówić o tych ludziach i do tych ludzi inaczej, wcale nie zmieniając swego nauczania o trwałości sakramentalnego małżeństwa. Takiego języka trzeba się uczyć także w innych kwestiach, jak choćby w przypadku in vitro. Nazywanie dziecka poczętego za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego „produktem” jest po prostu obraźliwe, gdyż to dziecko ma taką samą duszę nieśmiertelną i urodziło się z takim samym grzechem pierworodnym co my i jest tak samo kochane przez Boga jak każdy z nas. To trudne, ale wciąż musimy się uczyć tego, jak nie akceptować grzechu, a jednocześnie afirmować człowieka.

Kościół ma trudność z własnym wizerunkiem. Kościół „postrzegany” przez ludzi jest odbiciem Kościoła przez nas „pokazywanego”. Bóg jeden wie, jak daleko od Kościoła „pokazywanego” do Kościoła „prawdziwego”, czyli takiego, jakim on jest naprawdę. A „prawdziwy” Kościół ma słowo zbawienia dla wszystkich. Szkoda tylko, że często wygląda to tak, że dla niektórych ma jedynie słowa potępienia zamiast słów ocalenia.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.