Jesień 2020, nr 3

Zamów

Spotkanie

Któregoś grudniowego wieczora pułkownik wyszedł jak zwykle na spacer z pudelkiem. Czy zapomniał o „godzinie milicyjnej”? Raczej ją zlekceważył. Brał tęgi mróz. Na ulicach resztki brudnego śniegu. Ludzi ani poświeć.

Miał wracać, kiedy zza rogu wyszedł patrol. Trzech milicjantów uzbrojonych po zęby. Dowódca, z kilkoma „belkami” na ramionach, podniósł rękę. Stanęli. Pułkownik chciał ich wyminąć. Zatrzymał go ostry głos podoficera:

– Wy dokąd, obywatelu?

– My? To znaczy ja z pieskiem?

– A niby kto? Co tu robicie?

– Wyprowadziłem psa.

– To nie wiecie, że obowiązuje godzina milicyjna?

– Coś tam słyszałem, ale przecież pies musi siusiać.

Milicjant machnął ręką.

– Dobra, dobra… Dosyć gadania. Idź pan do domu.

Poszedł. Za rogiem ulicy zobaczył samochód pancerny, a przy nim grupę – jak sądził żołnierzy – w plamiastych ubiorach, w hełmach, z bronią automatyczną. Zatrzymał się.

– Dobry wieczór, panowie. Cóż to? Nocne ćwiczenia?

Spojrzeli po sobie: urwał się gość z choinki? Ich dowódca wzruszył ramionami.

– Nnie słłyszałł ppan… – wybełkotał – że mmamy sstann wojenny?

Pułkownik nie do razu zrozumiał, że to zomowcy, w dodatku podpici albo nafaszerowani narkotykami. Podjął dialog:

– A po co na ulicy samochód pancerny? Przeciw komu?

– Pprzeciw Wa-wa…. przeciw Wałęsie, czy jak mu tam… – jąkał się mundurowy.

– Ale Wałęsa siedzi w więzieniu. Inni też. Kto wam jeszcze zagraża?

– Nnnam? – wydukał zomowiec – Nnnie tyylko nam. Partii i rządowi. Budowie soso… socjalizmu.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

– Słaby ten socjalizm – uśmiechnął się pułkownik – skoro go musicie bronić czołgami.

Zareagowali ostro. Sypnęły się przekleństwa, ordynarne wyzwiska. Któryś go popchnął. Inny uderzył kolbą automatu. Kopnięcie w głowę uciszyło skowyt pudelka. Próbującego wstać pułkownika kopali, tłukli czym popadło.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 11-12/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.