Jesień 2020, nr 3

Zamów

Uzupełnienie

Do złożonej przeze mnie wspólnie z kolegami w dniu 8.IV.1950 r. rewizji przeszłości czuję się w obowiązku dołączyć niniejsze uzupełnienie, bardziej precyzyjnie charakteryzujące pewne momenty mojej działalności w okresie wojennym.
W owym czasie zdarzył się incydent, wymagający wyjaśnienia. Było nim spotkanie moje z Józefem Mackiewiczem. Mackiewicz zgłosił się do mnie drogą prywatną z prośbą o podpisanie mu zaświadczenia, stwierdzającego, że zachowanie się jego w Wilnie w latach 1941-44 nie było hańbiące. Zbierał on podpisy pod takim dokumentem w celu oczyszczenia się z zarzutu kolaboracji przed sądem delegackim. O ile pamiętam zaświadczenia ta¬kiego nie podpisałem, natomiast parokrotnie w ciągu lipca rozmawiałem z Mackiewiczem, który raz wyznaczył mi spotkanie w mieszkaniu Studnickiego, którego uprzednio nie znałem. W tym czasie bywało u Studnickiego wielu przedstawicieli konspiracji.. Ze Studnickim rozmawiałem tylko raz. Uważał on, że wszyscy Polacy powinni pieszo udawać się na zachód, przejść przez Niemcy i uzyskać od Anglików prawo do przesiedlenia ludności polskiej do jakiejś części Brazylii. Cytuję tę rozmowę, ponieważ charakteryzuje ona typową wówczas utratę równowagi umysłowej u pewnych przedstawicieli prawicy polskiej.
W pierwszych dniach lipca, na prośbę Mackiewicza, umożliwiłem mu złożenie u jednego z moich znajomych kilkudziesięciu egzemplarzy wydanego przez niego pisma „Alarm”. Pismo to miało charakter agresywnie antyradziecki i wzywało do zaprzestania walki z Niemcami. Kilkanaście egzemplarzy tego pisma wręczyłem osobom, o których sądziłem, że mogą mieć jakiś wpływ na postępowanie Komendy Głównej. Co wpłynęło na takie moje postępowanie? Przede wszystkim w owym decydującym okresie walki przeciwko powstaniu uważałem to pismo za element demobilizujący decydujące ośrodki AK. Zajęty wyłącznie myślą niedopuszczenia do powstania nie zastanawiałem się, w jakim stopniu tego typu propaganda służy interesom niemieckim. Będąc stale osobiście poszukiwanym przez Niemców, nie zastanawiałem się, czy Mackiewicz ma jakieś z Niemcami kontakty. Mówił mi on, że finansuje go jakaś grupa przedsiębiorców. Do tej pory zresztą nie wiem, czy konspiracyjnie kolportowany „Alarm” miał przez swego redaktora jakieś kontakty z propagandą niemiecką. To, że służył jej interesom jest dziś dla mnie zupełnie jasne.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 10/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.