Jesień 2021, nr 3

Zamów

Przymierze przeciwko bezsensowi

Dzieła sztuki są jak goście, którzy bez przerwy wchodzą i wychodzą. W tej rotacji przy nigdy niezamykających się drzwiach jedni zostaną na dłużej, inni wymkną się już po chwili, a trafią się i tacy, z którymi nie będzie mi po drodze, więc wyproszę ich już po jednym razie. Jako nałogowy konsument dóbr kultury poszukuję takich, których wibracja zestroi się z moją i zagra wspólny czysty interwał. Kiedy wchodzę w rolę autora, jedynym, co mogę uczynić, jest przekazanie własnego doświadczenia, zdanie raportu z mojej przygody z byciem. I pozostaje mi nadzieja, że gdzieś znajdzie się odbiorca, który nawiąże ze mną wspólnotę i przymierze przeciwko bezsensowi. Ktoś teraz mógłby zacząć się zżymać, że traktuję sztukę utylitarnie, jak rodzaj psychoterapeutycznej kozetki. Ja bym raczej powiedział, że staram się dzięki niej coś odzyskać, ponownie skleić rozsypaną układankę.
Co takiego ma ona przedstawiać? Łatwiej mi zdefiniować, co z całą pewnością się w niej nie znajdzie. Nie sposób już – i ja też tego nie potrafię, nie chcę – obronić przeżycie estetyczne jako naczelną konstytuantę sztuki. To właśnie uporczywe przenoszenie punktu ciężkości na ten aspekt ugruntowało w ciągu wieków mylące pojęcie sztuki jako depozytariusza piękna. I jeśli za coś należy się hołd modernizmowi i burzliwym przemianom, jakie nastąpiły później, to bezsprzecznie za zniesienie tej fałszywej adekwatności, której ubocznym efektem było zdegradowanie sztuki do rangi salonowych zachwytów. W powszechnej recepcji balast ten ciągle pokutuje – stąd nieufność tzw. przeciętnych zjadaczy chleba jako pierwsze intuicyjne odczucie wobec sztuki współczesnej, a w skrajnych wypadkach podsumowywanie jej jako hucpy, także przez intelektualistów. Jednak dla samych twórców zrzucenie szat kapłanów piękna i estetyki to szansa na zaczerpnięcie śmiałego oddechu i uczciwe zmierzenie się z potworem alienacji.
Lech Majewski w wywiadzie udzielonym w majowo-czerwcowej WIĘZI Magdalenie Lebeckiej mówi o swoim podziwie dla Bruegla i o tym, jak ważne jest uczenie się od wielkich mistrzów, którzy w swojej twórczości operowali zdeprecjonowaną dziś kategorią piękna i nie wahali się ogarniać myślą kosmos. To na pewno bardzo szlachetne, a też – jak sam Majewski, czy wspominany przez niego Henryk Mikołaj Górecki – moglibyśmy na takim uwzniośleniu wiele zyskać. Problem jednak w tym, że obecnie ów kosmos wydaje się tak odległy, jak nigdy przedtem.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 10/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.