Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Złoty środek Człowiek nie saper

Las, deszcz, ciepło, więc powinny być grzyby. Moja mała córka bardzo lubi zbierać grzyby i ma do tego rzeczywisty talent. Wypatrzy wszystko, to typ osoby, która widzi drzewa i grzyby, a nie las. Zauważy więc każdy grzyb, jadalny i trujący, i uroczyście wkłada go do koszyka. Część rozróżnia bezbłędnie jako niejadalne, ale niektóre są zbyt skomplikowane.
Wczoraj też wróciła z koszyczkiem wypełnionym po brzegi. „Mamo, zobacz, co uzbieraliśmy!” – triumfalnie wyrzuciła skarby z mchem i igłami na kuchenny stół. Chwalę, oczywiście widać wielki wysiłek, spostrzegawczość i sukces. Niestety, część grzybów kompletnie nieelegancka – za dużo deszczu sprawiło, że niektóre przypominają wyciśnięte i zużyte gąbki.
Córka przebiera grzyby z tatą, nie przeszkadzam – oddalam się, ale dobiegają mnie co i rusz odgłosy rozczarowania. Ten trzeba wyrzucić, bo niejadalny, ten drugi i trzeci też podejrzany. Córka słucha uważnie, że są wprawdzie łudząco podobne do tych, które jadalne, ale bardzo, bardzo gorzkie i lepiej nie jeść ani kawałka. Potwierdza z poważną miną i opowiada, że mówiła jej o tym któraś ze znajomych, nazywając ten grzyb „szatankiem”. To, co zostało ze zbiorów, ląduje na patelni z cebulką i córka czeka aż dojdą. Trochę to trwa, w końcu idę spróbować, czy to już, i zaczynam prychać – mam w ustach coś obrzydliwie gorzkiego. Trzeba wszystko wyrzucić.
Totalne rozczarowanie – tyle zbierania, tyle czyszczenia, tyle radości na nic. „Jeden błąd i cała wyprawa przekreślona” – żali się córka.. Słucham jej i zastanawiam się: Nie, z ludźmi chyba nie jest tak jak z patelnią grzybów?

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 8-9/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.