Jesień 2020, nr 3

Zamów

Od redakcji

Krzywda wykorzystywania seksualnego nieletnich jest niekwestionowalna. Wyrządzone zło zwielokrotnia się, gdy do pedofilii dochodzi we wspólnocie wiary, a jeszcze bardziej – gdy w imię fałszywie pojętej obrony Kościoła przełożeni ukrywają fakty, osłaniając sprawcę, a ignorując cierpienie ofiar.
W Polsce kościelni przełożeni reagują w różny sposób. Niekiedy bez rozgłosu w sądach świeckich zapadają wyroki skazujące duchownych-pedofilów. Czasem jednak konsekwentnie się wszystkiemu zaprzecza. Gdy ujawniono zarzuty wobec księdza ze Szczecina, pojawiła się ciekawa kontrowersja. Abp Zygmunt Kamiński nie mógł przeboleć, że źródłem „przecieku” był duchowny. Zaapelował do prowincjała dominikanów o „pouczenie o. Marcina Mogielskiego OP o drogach właściwych Kościołowi w załatwianiu takowych spraw”. W odpowiedzi o. Krzysztof Popławski jasno wsparł swego współbrata: „podejmowane przez niego działania są wyrazem troski o ubogich, którzy do dziś noszą w sobie poczucie skrzywdzenia i lekceważenia przez przełożonych Kościoła”.
To dwie różne wizje. Na co kłaść nacisk – na procedury, za które można się długo chować; czy na świadectwo: jasne, przejrzyste, stanowcze i szybkie? Kto utrudnia – ten, kto wywołuje „niepotrzebny” rozgłos; czy przełożony zwlekający z wyjaśnieniem sprawy? Co jest dobrem Kościoła – dobre imię duchownych czy dobro najsłabszych? Czy Kościół, który tak wiele wymaga od innych, nie powinien najwięcej wymagać od siebie?
Jaką drogę wybierze Kościół w Polsce w wytycznych, których przygotowanie zaleciła niedawno Stolica Apostolska? Benedykt XVI mówił o bolesnych skandalach: „Powinniśmy potraktować to upokorzenie jako wezwanie do prawdy i zachętę do odnowy. Tylko prawda zbawia”. Czy nasz Kościół potrafi być mądry przed szkodą – odczytać wezwanie do prawdy, choć dotychczas wielkie upokorzenia go nie spotkały?

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.