Jesień 2020, nr 3

Zamów

Miejsca mocy

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Białostocczyzna. Dawniej bliżej środka, dzisiaj krawędź Rzeczpospolitej. Kiedyś jakby jedna ręka złożona z Polaków, Białorusinów, Niemców, Żydów i Tatarów. Mówiło się również o Szkotach i arianach, ale to cząstka najmniejszego palca tej ręki. Nastawali oni tutaj w rozmaitym czasie i z wielu przyczyn. Białorusini przybywali po sąsiedzku, Niemcy za miejscem pod przemysł, Żydzi wyrzucani z południa Europy, potem Rosji, tutaj rozglądali się za swoją Ziemią Obiecaną. Tatarów osadził Jan Sobieski bo byli bitni pod Wiedniem, a reformacja i arianie mieli w Zabłudowiu przez jakiś czas swoje centrum i tutaj odbyli ostatni zjazd.

Więc Białostocczyzna. Sztuka najlepiej wydobywa jej inność. Niekończące się lasy, białe stoki wysoczyzny, kamienie na miedzach pól. Cisza i „łagodne oko błękitu”, jakby powiedział Norwid. Dzisiaj to wielosąsiedztwo żyje tylko we fragmentach, czasem jedynie śladach dawnej obecności. Czasem jednak się je słyszy, czuje, napotyka twarzą w twarz. Ten zaśpiew w ludzkiej mowie, drewniane domki, podwójność krzyży wschodnich i zachodnich razem grodzonych. Także korpusy synagog, o ile ostały, surowe kirchy, jak nazywano kościoły ewangelickie, mnogie kopuły kolorowych cerkiewek obok świątyń katolickich.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.