Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Dąbrowa Tarnowska – nieco inaczej

Docenić trzeba – bez względu na to, czy ktoś się z tym zgadza i w jakim stopniu – to, co jest zasadniczym przedmiotem książki Grabowskiego, czyli opis Judenjagd, ostatniej fazy zagłady społeczności żydowskiej i udziału w niej polskiej wsi. Jest to opis stosunkowo obszerny, ciekawy i dość wnikliwy, oparty w zasadniczej części na tzw. sierpniówkach, czyli aktach sądowych wytworzonych w wyniku procesów wytoczonych po wojnie tym, którzy uczestniczyli w mordowaniu polskich obywateli pochodzenia żydowskiego.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zbyt powierzchowny jest, moim zdaniem, początek książki, zwłaszcza dotyczący środowiska żydowskiego przed wojną i stosunków z Polakami. Było to środowisko ciekawe, dość odmienne niż w innych częściach Polski, także w samej Małopolsce. Znając dobrze przedwojenne życie żydowskie na tych terenach, sądzę, że warto było pokazać, jaki był status społeczny Żydów w tym regionie, jaka rolę odgrywali w instytucjach publicznych, we władzach miasta, jakie funkcjonowały instytucje żydowskie, jakie partie polityczne, ile było gmin wyznaniowych, ilu chasydów, jacy cadykowie, ilu było rolnikami i na jakim areale gospodarzyli, jakie były powiązania ekonomiczne z Polakami. Wiele z tych czynników tłumaczy sytuację i możliwości przetrwania okupacji. Kilka stron więcej w książce pozwoliłoby ukazać wyrazisty obraz społeczności, nakreślić jej specyficzne rysy i nadać jej konkretne oblicza zamiast ukazywania szarej, dość bezosobowej masy.

Niestety, jak niżej pokażę na wybranych przykładach, Grabowski nie wykorzystał też wszystkich istniejących możliwości badawczych. Chyba nazbyt pochopnie zrezygnował z badań w terenie. Ze względu na propagandową wymowę w całości odrzucił prace pisane w latach sześćdziesiątych, m.in. Józefa Kozaczki – zamiast je weryfikować. Nie docierał również do tych, którzy jeszcze żyją, także do rodzin ocalonych Żydów i tych Polaków, którzy pomogli im przetrwać. Autor „Judenjagd” pozostawił zatem jeszcze możliwości innym badaczom. Można tego żałować, bo jego praca jest bardzo szczegółowa – to obszar tylko jednego powiatu – i mogłaby mieć charakter wyczerpujący.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.