Jesień 2020, nr 3

Zamów

O milimetr od antysemityzmu – rozmowa

Michnik

Jan Gross jest moim przyjacielem od zawsze. I choć przyjaźnimy się przez całe życie, to są też między nami różnice. Rozmawiam z nim o tym, ale zawsze miałem problem, jak to wyrazić publicznie. Miałem nawet pomysł, że mógłbym zamieścić w jego ostatniej książce polemiczne posłowie – tak jak list Gershoma Sholema w książce Hanny Arendt Eichmann w Jerozolimie. Prezes Wydawnictwa Znak uznał, że to świetny pomysł. Ale w końcu się wycofałem, bo nie chciałem występować w towarzystwie tych dziwnych postaci, co krytykują Grossa.

Sprawą zasadniczą jest bowiem, czy w Jedwabnem ludzie spalili stodołę, czy nie? Jak się uzna, że spalili, to można krytycznie dyskutować o podejściu do źródeł. Byle było bezdyskusyjne, że spalili. Albo że pogromu kieleckiego nie da się załatwić tezą o bolszewickiej prowokacji. Jeśli się uzna, że można mówić o jakiejś polskiej winie, to wtedy można się spierać, na ile polska kultura sobie z tym poradziła. To jest akurat kwestia dyskusyjna. Ja uważam, że bardziej sobie poradziła, niż by to wynikało z książek Janka. Ale rozumiem, że można mieć inny pogląd.

Zasadniczo, jak wiadomo z Biblii, dziesięciu sprawiedliwych ocala miasto. Janka Grossa interesuje dziesięć tysięcy grzeszników, a mnie bardziej interesuje dziesięciu sprawiedliwych. Uważam, że jeśli historia jest nauczycielką życia, to mamy się z niej uczyć nie tylko tego, że w naszej przeszłości jest tak wiele zła. Warto się uczyć także od tych dziesięciu sprawiedliwych.

Nosowski

Skąd te różnice między Panami w tej sprawie przy wieloletniej przyjaźni i wielu podobieństwach?

Michnik

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Wie Pan, Janek jest człowiekiem, który spędził już 45 lat w innej kulturze debaty i pewnych polskich niuansów czy drażliwości jakby nie wyczuwa. Jeżeli mu się na to zwróci uwagę, odpowiada: „Cóż to jest w stosunku do tego straszliwego zakłamania, jakie tu panowało przez pięćdziesiąt lat?”. Jego też trzeba zrozumieć. Ale mój punkt widzenia jest inny. Rzeczywiście uważałem, że od tego, czy książka o Jedwabnem ukaże się rok wcześniej czy dwa lata później, ważniejsze jest, żeby Polska weszła do NATO i do Unii Europejskiej.

Poza tym o pewnych sprawach rzeczywiście nie pamiętaliśmy. Ja sam, choć przeczytałem kiedyś wszystkie numery „Tygodnika Powszechnego”, nie pamiętałem artykułu przypomnianego ostatnio przez Michała Olszewskiego o tym, co się działo po wojnie na terenach byłych obozów zagłady.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.