Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ksiądz z kobietą w kinie Żarliwie

Ksiądz
Niektórzy w Polsce odebrali nieco patetyczny polski tytuł filmu Weira Niepokonani (oryginalny brzmi: The Way Back) za przejaw narodowej megalomanii. Ale on przecież odpowiada intencjom reżysera, w końcu jego bohaterowie to ludzie niezwyciężonego ducha. Organizatorem ucieczki jest Janusz (Jim Sturgess), polski oficer skazany na zesłanie za działalność antysowiecką, postać tym tragiczniejsza, że oskarżenia potwierdziła jego – torturowana przez NKWD – żona. Ten młody, przystojny mężczyzna ucieleśnia najlepsze cechy ludzkie (nie chcę mówić, że polskie, bo wtedy rzeczywiście byłaby to megalomania): patriotyzm, honor, odwagę, inteligencję, lojalność, i – najważniejsze – dobroć.

Postać tak napisana przez scenarzystę to polski żołnierz, i nie ma co szydzić, że teraz poczujemy się jako naród dowartościowani, bo Amerykanin nas chwali. Oczywiście, dostrzegamy w Polsce nacjonalizm, prymitywny patriotyzm, dla jego wyznawców historia naszego kraju ma charakter funeralno-cierpiętniczy, bohaterski, klęski to moralne zwycięstwa, a w ekstremalnej wersji pojawiają się jeszcze teorie o antypolskich spiskach i agentach. Na taką historiozofię najlepszą odtrutką są Gombrowicz i Mrożek, a w kinie Wajda. Nie lubię też jednak narodowego sadomasochizmu, dostrzegania w rodakach przede wszystkim złych cech, a w narodowych zrywach tylko szaleństwa i nieodpowiedzialności. Na swój użytek mam prywatną definicję patriotyzmu: prawdziwym patriotą jest ten, kto nie w pełni jest zadowolony ze swojej ojczyzny. Przy takim rozumieniu patriotyzmu, jest miejsce na bunt przeciwko głupocie „polactwa”, ale też miejsce na dostrzeganie tego, co piękne i bez czego trudno byłoby zaakceptować swoją narodową tożsamość.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kobieta
Na pewno nie należy ulegać ani cierpiętniczej megalomanii, ani wstydzić się słowa „naród”. Byleby tylko nie przesadzić w oporze wobec tych skrajności. Bo przecież potrzebny jest w patriotyzmie aspekt, jak go nazwałeś, „funeralny” – cześć wobec „trumien” narodowych bohaterów czy zwykłych ludzi, którzy stracili życie, służąc ojczyźnie, wydaje mi się naturalnym elementem patriotyzmu w ogóle. Uznanie prawa do cierpienia nie musi być zaś cierpiętnictwem. I nic nie poradzę, że brzmi to patetycznie. Czasem patos jest chyba nieunikniony, nie uniknął go nawet tak znakomity artysta, jakim jest Weir.

Oczywiście, również „trumny” można zinstrumentalizować; a cierpienie mylić z cierpiętnictwem, ale pamiętajmy, że w demokrację wpisane jest prawo do różnorodnej ekspresji patriotyzmu, także w formach, które kłócą się z naszą własną estetyką. Warto więc również w tych, którzy wyrażają swój patriotyzm w sposób nam obcy, zobaczyć lud, a nie tylko tłum. Zresztą spektakl Polacy – wystawiony niedawno w warszawskim Teatrze Polskim – w którym zestawiono wizje polskości Gombrowicza i kard. Wyszyńskiego pokazuje, że dziś już żadna z tych wizji w pełni i w oderwaniu od drugiej się nie broni. Ale wracając do Niepokonanych – przyznasz chyba, Andrzeju, że głównemu bohaterowi, Januszowi, raczej daleko do postaci rodem z Gombrowicza czy Mrożka?

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 5-6/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.