Jesień 2021, nr 3

Zamów

Ksiądz z kobietą w kinie Żarliwie

Ksiądz
Niektórzy w Polsce odebrali nieco patetyczny polski tytuł filmu Weira Niepokonani (oryginalny brzmi: The Way Back) za przejaw narodowej megalomanii. Ale on przecież odpowiada intencjom reżysera, w końcu jego bohaterowie to ludzie niezwyciężonego ducha. Organizatorem ucieczki jest Janusz (Jim Sturgess), polski oficer skazany na zesłanie za działalność antysowiecką, postać tym tragiczniejsza, że oskarżenia potwierdziła jego – torturowana przez NKWD – żona. Ten młody, przystojny mężczyzna ucieleśnia najlepsze cechy ludzkie (nie chcę mówić, że polskie, bo wtedy rzeczywiście byłaby to megalomania): patriotyzm, honor, odwagę, inteligencję, lojalność, i – najważniejsze – dobroć.

Postać tak napisana przez scenarzystę to polski żołnierz, i nie ma co szydzić, że teraz poczujemy się jako naród dowartościowani, bo Amerykanin nas chwali. Oczywiście, dostrzegamy w Polsce nacjonalizm, prymitywny patriotyzm, dla jego wyznawców historia naszego kraju ma charakter funeralno-cierpiętniczy, bohaterski, klęski to moralne zwycięstwa, a w ekstremalnej wersji pojawiają się jeszcze teorie o antypolskich spiskach i agentach. Na taką historiozofię najlepszą odtrutką są Gombrowicz i Mrożek, a w kinie Wajda. Nie lubię też jednak narodowego sadomasochizmu, dostrzegania w rodakach przede wszystkim złych cech, a w narodowych zrywach tylko szaleństwa i nieodpowiedzialności. Na swój użytek mam prywatną definicję patriotyzmu: prawdziwym patriotą jest ten, kto nie w pełni jest zadowolony ze swojej ojczyzny. Przy takim rozumieniu patriotyzmu, jest miejsce na bunt przeciwko głupocie „polactwa”, ale też miejsce na dostrzeganie tego, co piękne i bez czego trudno byłoby zaakceptować swoją narodową tożsamość.

Świąteczna promocja Wydawnictwa Więź

Kobieta
Na pewno nie należy ulegać ani cierpiętniczej megalomanii, ani wstydzić się słowa „naród”. Byleby tylko nie przesadzić w oporze wobec tych skrajności. Bo przecież potrzebny jest w patriotyzmie aspekt, jak go nazwałeś, „funeralny” – cześć wobec „trumien” narodowych bohaterów czy zwykłych ludzi, którzy stracili życie, służąc ojczyźnie, wydaje mi się naturalnym elementem patriotyzmu w ogóle. Uznanie prawa do cierpienia nie musi być zaś cierpiętnictwem. I nic nie poradzę, że brzmi to patetycznie. Czasem patos jest chyba nieunikniony, nie uniknął go nawet tak znakomity artysta, jakim jest Weir.

Oczywiście, również „trumny” można zinstrumentalizować; a cierpienie mylić z cierpiętnictwem, ale pamiętajmy, że w demokrację wpisane jest prawo do różnorodnej ekspresji patriotyzmu, także w formach, które kłócą się z naszą własną estetyką. Warto więc również w tych, którzy wyrażają swój patriotyzm w sposób nam obcy, zobaczyć lud, a nie tylko tłum. Zresztą spektakl Polacy – wystawiony niedawno w warszawskim Teatrze Polskim – w którym zestawiono wizje polskości Gombrowicza i kard. Wyszyńskiego pokazuje, że dziś już żadna z tych wizji w pełni i w oderwaniu od drugiej się nie broni. Ale wracając do Niepokonanych – przyznasz chyba, Andrzeju, że głównemu bohaterowi, Januszowi, raczej daleko do postaci rodem z Gombrowicza czy Mrożka?

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 5-6/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania została wyłączona.