Jesień 2021, nr 3

Zamów

Dwa teatry w teatrze

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Upadek kontrkultury, czy też raczej jej stopniowe oswajanie, przekształcanie w element wolnorynkowej różnorodności, przy jednoczesnym rozdrabnianiu – czyli: dzieleniu i pomniejszaniu znaczenia – oznaczał w istocie zahamowanie na wiele lat działań rewolucyjnych i dążenia do radykalnej zmiany relacji międzyludzkich. Wszelkie przełomy końca XX i XXI wieku – łącznie z obaleniem muru berlińskiego i wyzwoleniem Polski spod rządów komunistów – nie miały charakteru prawdziwie rewolucyjnego, a wiązały się jedynie z usunięciem przeszkód na drodze do zachodniego modelu wolnorynkowej demokracji. Model ten przechodził jednocześnie proces totalnego rozdrobnienia, w efekcie którego jego wszystkie elementy uległy podzieleniu i pomniejszeniu, tracąc wartość i znaczenie, a stając się jedynie częścią składową wielorakich gier. Przymilny i troskliwy postdemokratyczny system biopolityczny z uśmiechem podsuwa nam wygodę życia jakiegokolwiek, w którym wszelkie nawoływania do życia jakiegoś (takie, jakie na przykład stale powtarzał Grotowski) mogą brzmieć równie swobodnie, co nieskutecznie. Mimo generalnego przekonania, że życie, które wiedziemy, nie jest najlepsze, najbardziej wartościowe, albo że w ogóle nie jest prawdziwe („życie jest gdzie indziej”), pozostajemy mu wierni w przekonaniu, że innego nie będzie, a każda próba zmiany oznaczać może tylko rozczarowanie lub zmianę na gorsze.

Ta sytuacja – narysowana tu pobieżnie i oczywiście w dużym uproszczeniu – w sposób szczególnie bolesny dotyka sztukę, która w koniecznej walce o zachowanie wpływu, natychmiast jest wciągana w tryby rozdrabniającej machiny i przerabiana na znak statusowego wyróżnienia, ikonę rozpoznawczą mniej lub bardziej elitarnych klubów miłośniczek i miłośników.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 5-6/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.