Jesień 2020, nr 3

Zamów

Bardzo trudna droga rozmowa

Mam fotografie z powitania Jana Pawła II po powrocie z kliniki Gemelli. Czekaliśmy na niego – kilkadziesiąt osób, pracownicy Watykanu, na dziedzińcu Św. Damazego. Spodziewałem się zobaczyć inwalidę, tymczasem papież wysiadł swobodnie z auta i pozdrowił wszystkich swoim gestem wzniesionych ramion. Miałem wrażenie jakby nierealności tej sceny. Po tak straszliwym doświadczeniu Jan Paweł II był uśmiechnięty, witał się serdecznie z dziećmi.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zaledwie w kilka dni później, w Zielone Świątki, bardzo jeszcze osłabiony papież pokazał się w głównej loggii nad wejściem do bazyliki św. Piotra. Byłem tam wtedy na placu z ks. Januszem Pasierbem i dzieliliśmy się myślami. Janusz był jednym z nielicznych polskich księży, z którymi mogłem szczerze rozmawiać o pewnym moim problemie dotyczącym cierpiącego papieża. Pamiętam, że właśnie to jego pojawienie się w Zielone Świątki na placu św. Piotra spowodowało we mnie jakiś wewnętrzny opór. Myślałem sobie tak: oto nas byle grypa ścina z nóg, a tutaj krótko po straszliwym zamachu papież zdobywa się na oczach wszystkich na nadludzkie gesty… Muszę powiedzieć, że nie było to dla mnie łatwe doświadczenie. Uważałem, że to jest dla nas przykład niemożliwy do naśladowania. Ten heroizm, to niewyobrażalne dla zwykłego człowieka przezwyciężanie słabości swojego organizmu.

Pojawiła się więc we mnie, z jednej strony, niezgoda na tego rodzaju świadectwo, ale z drugiej strony, zacząłem także poszukiwać w tym, co robił Karol Wojtyła i jak się zachowywał, znaków dojrzewania i pójścia w głąb. A ten proces niewątpliwie zaczął się w dużej mierze w wyniku zamachu. W Salvifici doloris Jan Paweł II napisał, że poprzez cierpienie stajemy się niejako nowym stworzeniem. To zostało pięknie powiedziane. Niewątpliwie papież napisał ten list na podstawie własnego cierpienia po zamachu i potem wielokrotnie dawał świadectwo temu przekonaniu. Oczywiście zmiana dokonywała się powoli, nie od razu. Uderzała mnie zwłaszcza z upływem lat coraz większa asceza w posługiwaniu się wyszukanymi figurami poetyckimi, retorycznymi – i w przemówieniach, i w homiliach.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.