Jesień 2020, nr 3

Zamów

Odyseusz i Paszczak

W lokalną tradycję jagiellońską wpisywał soborowego ducha ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, otwierał szeroko Kościół. Wspólnie z prawosławnym arcybiskupem Ablem pisali listy do katolików i prawosławnych. Dialog z judaizmem zataczał coraz szersze kręgi, obfitował w spotkania z Żydami z Izraela, USA i krajów europejskich. Chyba był jedynym w Polsce biskupem, który powołał w swej diecezji Centrum Dialogu Katolicko-Żydowskiego, wyrażając świadomość, że w dziedzinie dialogu między religiami dialog z judaizmem – ze względu na korzenie i tożsamość chrześcijaństwa – ma pierwszeństwo.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jego gesty budziły wdzięczność Żydów. Nie poprzestawał na deklaracjach, ale inicjował również wydarzenia przemieniające świadomość. Przed Zagładą mniej więcej jedną trzecią mieszkańców Lubelszczyzny stanowili Żydzi. Niewiele ocalało śladów wielowiekowej obecności starszych braci w wierze, nieliczne kirkuty, kilka nieczynnych synagog. Trzeba było wielkiej wyobraźni pamięci, aby do duszpasterstwa w archidiecezji lubelskiej wprowadzić opłakiwanie Żydów. Modlitewne spotkania odbyły się w Izbicy, Trawnikach i w Kazimierzu, w miasteczkach, w których przez wieki chrześcijanie i Żydzi byli sąsiadami. Modlitwa w katolickich kościołach za wymordowanych Żydów obok swej wartości czysto religijnej ma również znaczenie formacyjne. Prowadzone niedawno na Uniwersytecie Jagiellońskim badania zespołu prof. Marka Kuci pokazują, że na Lubelszczyźnie następuje spadek postaw antysemickich. Należy sądzić, że proces ten ma istotny związek z konsekwentnym i wytrwałym prowadzeniem dialogu katolicko-żydowskiego.

Duszpasterstwo abp. Życińskiego nie było adresowane wyłącznie do współczesnych Odyseuszów. Miał świetny kontakt z młodzieżą i dziećmi. Ostatnia Msza, którą z nim koncelebrowałem w styczniu 2011 roku, zgromadziła osoby z upośledzeniem umysłowym (zwane niekiedy „Muminkami”) i ich przyjaciół („Paszczaków”). Niepełnosprawne umysłowo dzieci garnęły się do swego dostojnego Paszczaka, robiąc harmider, z jakim nie mógłby sobie poradzić żaden ceremoniarz. Na szczęście żadnego ceremoniarza tam nie było i Arcybiskup mógł do woli zadawać Muminkom dziwne pytania: co jest piękne i czy chce im się żyć. Ich radosne krzyki tłumiły wszelką niepewność.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.