Jesień 2020, nr 3

Zamów

Siódmy dzień, siódme niebo

Abraham Joshua Heschel, Szabat i jego znaczenie dla współczesnego człowieka, przeł. Henryk Halkowski, Esprit, Kraków 2009, 210 s.

Abraham Joshua Heschel, Pańska jest ziemia. Wewnętrzny świat Żyda w Europie Wschodniej, przeł. Henryk Halkowski, Esprit, Kraków 2010, 184 s.

Czytelnik książek Abrahama Heschela nieustannie powtarza przypadek rabina Zusji z Annopola. Opowiada się, że Zusja zaczął studiować jeden z tomów Talmudu. Odwiedzający go uczniowie spostrzegli, że nauczyciel wciąż trwa nad pierwszą stroną. Być może trafił na trudną do rozwiązania kwestię – zastanawiali się. Po kilku dniach jeden z uczniów zebrał się na odwagę i zapytał, dlaczego nie czyta następnych stron. Rabin Zusja odpowiedział: „Tak dobrze mi tutaj, po cóż więc miałbym iść gdzie indziej?”.

Z książkami Heschela jest podobnie, dlatego powolna lektura nikogo nie dziwi. Czasem zdaje się, że na zapisanych przez niego stronicach więcej jest oddechu niż słów. Skąd bierze się to poczucie oszałamiającego zachwytu? Heschel dysponuje zadziwiającym stylem pisania. Jego dzieła łączą poetycką wrażliwość języka, który pozwala mu wpleść w tekst zaskakujące metafory, liczne porównania oraz pełne emocji obrazy i symbole. Heschel nie skupia się jedynie na kunsztownej formie – choć wyraźnie czuć, iż porusza się w niej swobodnie, że tak właśnie myśli i postrzega świat – bardziej interesuje go egzystencja rozświetlona religią.

Nie ma dla niego trudnych pytań, problemów, przed którymi należy chronić religię. Pod jego piórem przestaje ona być anachronicznym zbiorem reguł, a staje się rzeczywistością dynamiczną z pełną wdzięcznością i siłą właściwą tylko sobie. Najważniejszym zadaniem Heschela jest obudzić serce człowieka i sprawić, by znów zabiło mocniej dla Boga. Nie kieruje czytelnika do Boga za pomocą szoku, kontrowersji – jak tylu współczesnych pisarzy i publicystów religijnych – lecz rozbudzając i tęsknotę, i wzniosłą miłość. Heschel porywa czytelnika do Boga za pomocą piękna, które samo urzeka.

Powstały w 1951 roku Szabat od początku wzbudzał niedowierzanie. Podawano w wątpliwość, czy rabin z Polski, który przebywa w Stanach Zjednoczonych dopiero od jedenastu lat, może posługiwać się w takim stopniu językiem angielskim. Jakby mimowolną odpowiedzią na głosy niedowierzania była niezwykła wprost erupcja twórczości Heschela w latach 50. Rozpoczyna ją pisany z poetyckim rozmachem zbiór szkiców Pańska jest ziemia poświęcony przybliżeniu środowiska i niezwykłej siły Żydów z Europy Środkowo-Wschodniej. I znów siła słowa Heschela jest niespożyta, bowiem książka ta, choć opisująca w większości świat, który uległ zagładzie, bardziej przypomina psalm pochwalny niż kadysz. Zaraz po „Szabacie” ukazują się dwie bodaj najgłośniejsze jego książki: w roku 1954 Człowiek szukający Boga, a rok później swoiste odbicie tematu – Bóg szukający człowieka. Dopiero w latach 60., piszący w czterech językach (jidysz, hebrajskim, niemieckim, angielskim) Heschel udziela swoim oponentom jakby spóźnionej odpowiedzi: Prorocy z 1936 roku, jego doktorat napisany i obroniony w Niemczech, ukazują się wreszcie po angielsku.

Spotkanie z książkami Heschela to notatnik pełen zapisów z lektury. To także zgoda na to, że wiele zdań przeniknie serce i pozostanie w nim na zawsze. Swoiste credo pisarskie zostało wyrażone już w Bogu szukającym człowieka: „Wiara wyrasta z podziwu, ze świadomości, że doświadczamy Jego obecności, z pragnienia, by odpowiedzieć na wezwanie Boga, ze świadomości, iż zostaliśmy wezwani. Religia jest zarówno pytaniem Boga, jak i odpowiedzią człowieka. Droga do wiary jest drogą wiary. Droga do Boga jest drogą Boga. Gdyby Bóg nas nie pytał, wszystkie nasze dociekania byłyby daremne”.

Twórczość Heschela to pisanie wypływające z wpatrywania się w świętość. Dlatego tak mocno dźwięczą słowa z Szabatu czytanego teraz, na początku nowego stulecia. Czy stać mnie na zatrzymanie się w wyścigu szczurów i świętowanie? Raczej: nie stać mnie na niezatrzymanie się. Heschel wielokrotnie powtarza, że odpowiedzią na zło nie jest dobro, lecz świętość. Rachunek „dobro za zło” powoduje jedynie matematyczną próżnię równoważących się sił, człowiek w swoim życiu potrzebuje jednak wyjścia ku czemuś, co pozwoli zachować mu swoją godność. To staje się możliwe jedynie przez spotkanie ze Świętym.

W Biblii słowo kadosz – święty – użyte jest po raz pierwszy na określenie szabatu. „I pobłogosławił Bóg dzień siódmy i uczynił go świętym” – czytamy w Księdze Rodzaju. Dlatego Heschel na pytanie, gdzie znaleźć Boga, odpowiada: w szabacie. Tym, którzy nie posiadają ziemskiego wyobrażenia Boga, wyznaczonej przez Niego góry, jeziora czy innego punktu w przestrzeni, a szukującym Go został dany czas. Czas – bo Bóg jest wieczny. Czas i to, co go przecina, wskazując na wieczność – wydarzenie. Judaizm to religia wydarzeń, przekonuje autor. Exodus i inne wydarzenia będą wspominane i podkreślane jako ta rzeczywistość, której nie można zawłaszczyć, podporządkować i zmanipulować. Bóg był ich sprawcą, nie człowiek.

Takim wydarzeniem jest również szabat, który jest wiecznością zanurzoną w czasie. Ciekawie polemizuje Heschel z Arystotelesem, przedstawiając zasadność „świętego dnia”. Dla Stagiryty odpoczynek jest potrzebny, ponieważ nie możemy ciągle pracować. Dzień święty służy zatem odpoczynkowi, aby dalej pracować. Jego celem jest zebranie sił do dalszej pracy. W Biblii szabat jest ukoronowaniem tygodnia, wszystkie dni czekają na ten jeden dzień. Dzień święty nie służy odpoczynkowi przed dalszą pracą, a przeznaczony jest do życia i świętowania. To właśnie siódmy dzień pokazuje prawdziwe powołanie człowieka: przyjaciela Boga, Jego znawcy i kontemplatyka. Odpoczynek nie jest rozumiany jako coś negatywnego, czyli zaniechanie, powstrzymywanie się, sugerujące czynną postawę wzbraniania się przed czymś. „Co zostało stworzone w siódmym dniu? Cisza, pogoda, pokój i wytchnienie”.

Nieoczekiwana aktualność książki Heschela daje się zaobserwować, gdy pytam siebie: czy potrafię tak świętować? Czy mój szabat / moja niedziela nie jest raczej dniem, w którym nadrabiam zaległości w pracy (której jakby więcej i więcej), gdy realizuję projekty poboczne, na które nie mam w tygodniu czasu? Dzień święty jest dystansem wobec rzeczywistości mojego „małego wszechświata”. Dzieło rąk naszych najczęściej obraca się przeciwko nam samym, postęp techniki, zamiast dawać wolność, zniewala i pomnaża udręki, bo pożądamy więcej i więcej. Siódmy dzień ma smak siódmego nieba – pisze Heschel, a ja zastanawiam się, jak szybko tracę duchowy zmysł smaku.

Boga można spotkać jedynie w czasie, w wydarzeniu, a to się czyta: w życiu. Nie da się odłożyć znalezienia Boga na później, jak również nie inaczej doświadcza się Go, jak po prostu żyjąc. Oznacza to akceptację czasu. Czasu, którego paradoksalnie nie mam. Mogę go łapczywie zagarniać, jednak nie zapanuję nad nim, nie pomnożę go. Między innymi dlatego, że nie mam nad nim kontroli, że staję przed nim bezradny, jest on szansą na dostrzeżenie Boga.

„Czas jest jak pustynia. Odznacza się wielkością, ale nie pięknem. Jego dziwna, straszliwa siła zawsze budzi strach, ale rzadko kiedy rozwesela. I wtedy przybywamy do siódmego dnia, a Szabat obdarzony jest błogością, porywającą duszę, która szybuje w naszych myślach uzdrawiającym współodczuwaniem. Jest to dzień, w którym jedna godzina nie wyrzuca innej. Jest to dzień, który może uśmierzyć wszelki smutek”. Dzień siódmy, wpisany w naturalny rytm czasu, poprzez swoje uświęcenie staje się wybawieniem z opresji czasu. Poświęcając go Bogu, zawieszam ruch wskazówek zegara i jego uporczywe tykanie, aby wejść w wieczność. „Trzeba zostać onieśmielonym przez cud czasu, aby być gotowym przyjmować obecność wieczności w tej chwili; należy żyć i działać tak, jak gdyby los całego czasu zależał od pojedynczej chwili”. Doprawdy, to szabat jest dla człowieka – dla jego godności i dla jego rzeczywistego powołania.

Próbę opisu życia przed Bogiem podjął Heschel w książce Pańska jest ziemia. Co ciekawe, próżno szukać w niej gotowych odpowiedzi, konkretnych wskazówek, niemal brak w niej jakichkolwiek porad. Oczarowuje jednak czytelnika nie mniejszą siłą za pomocą rozległych duchowych pejzaży. Czasem jest to szkic o westchnieniu, czasem przejmująca scenka rodzajowa z czytania i studiowania Biblii przez woźnicę, innym razem czułe odczytanie pieczątki z książki znajdującej się w nowojorskiej bibliotece: „Stowarzyszenie drwali dla studiowania Miszny w Berdyczowie”. Opisując świat wewnętrzny i świat zewnętrzny – które Żydom w Europie Środkowo-Wschodniej udało się połączyć w jeden – czytelnik nie ma wrażenia, że autor opisuje rzeczywistość minioną.

Rzeczywiście, miasta Korzec, Karolin, Bracław, Lubawicz, Berdyczów nie będą już miały blasku świętych ksiąg. Mam jednak wrażenie, że przesłanie tej książki znajduje się między innymi w takich słowach, jak te: „Cywilizacja całkowicie poświęcona temu, co użyteczne, w gruncie rzeczy nie różni się od barbarzyństwa. Świat podtrzymywany jest przez to, co poza światem”. To przekonanie rodzi świadomość, że świat nie jest pozostawiony sam sobie, nie jest bezpański. Że człowiek jest tu, gdzie jest, aby odczytywał znaki Pana Boga. Jak pisze Heschel: „Historia była dla nich tylko znakiem, rzeczy były jak palimpsesty, niebo jak styczna do okręgu całego ludzkiego doświadczenia. Byli pewni, że wszystko jest aluzją do czegoś transcendentnego, że to, co jest jasne dla rozumu, jest tylko cienką zewnętrzną warstwą nieujawnionego; często woleli zdobywać oparcie na brzegu otchłani nawet za cenę porzucenia trwałej podstawy tego, co powierzchowne”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jakie światło daje oparcie na brzegu otchłani? Zapewne podobne do światła świecy: tańczące, delikatne, przyjazne. Klimat tego ciemnego światła pozwalają odczuć nie tylko dwie niecodzienne książki, ale również towarzyszące słowom – i nie mniej wymowne – drzeworyty Ilyi Schora oraz tłumaczenie, zmarłego przedwcześnie rok temu, Henryka Halkowskiego.

Marcin Cielecki

Marcin Cielecki – ur. 1979. Poeta, autor zbioru wierszy Czas przycinania winnic. Publikował na łamach „Twórczości”, „Znaku”, WIĘZI, „W drodze”. Ostatnio opublikował książkę poetycką Ostatnie Królestwo. Pracuje nad zbiorem esejów Miasto wewnętrzne. Mieszka w Olsztynie z żoną i synem.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.