Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pokuta według Johannesa

Kiedy dowiedział się, że jestem Polakiem, właściwie jedynym w okolicy, koniecznie chciał mnie poznać. Słyszał też, że jestem inny od „zwykłych” Polaków, inteligent. Potrafię mówić i potrafię słuchać, a on potrzebuje dużo uwagi, słuchania i wielkiego zrozumienia. Czy zamierza się przede mną spowiadać, zapytałem delikatnie. Nie mógłbym go przecież rozgrzeszyć, nie jestem księdzem. Nie, nie chce się spowiadać, jest ewangelikiem, spowiedzi nie praktykuję. Gdyby był nawet katolikiem, też by się nie spowiadał. Jego grzechy przeznaczone są tylko dla Boga. Ale człowiek może go wysłuchać, jeżeli zechce.

– Jeżeli Pan zechce – dodał.

– Dlaczego właśnie ja? – zapytałem.

Bo jestem „stamtąd”, tak jak jego historia.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Tego wieczora jego historii, jego zwierzeń, jego spowiedzi jednak nie usłyszałem. Dzień rzeczywiście szybko się skończył, musiałem wracać. Przestało też padać i Johannes poprawił nogawkę. Spiął ją specjalnym spinaczem, jaki widziałem tylko na starych fotografiach. Dzięki temu do łańcucha roweru nie wkręcały się spodnie. Wyglądało to trochę nierealnie, w głębi ducha uśmiechnąłem się nawet do siebie. Ten staromodny spinacz i ta równie de mode nogawka, i zaraz obok elektroniczny skład. Johannes pachniał naftaliną. Jego rower, stojący zaraz przy wejściu, który dostrzegłem dopiero teraz, nie był od niego młodszy. Obaj byli z innej epoki.

Na pytanie, czy będzie mógł do mnie wpadać, do mnie zaglądać pod wieczór – żeby nie przeszkadzać – z nadzieją, że może jednak znajdę chwilę, by go wysłuchać, kiwnąłem aprobująco głową. Nie chciałem go zniechęcać, w gruncie rzeczy liczyłem w duchu, że szybko straci ochotę i zostawi mnie w spokoju. Myliłem się. Już następnego dnia, na pół godziny przed zamknięciem biura Johannes zjawił się znów i to nie sam.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 1/2011 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.