Lato 2021, nr 2

Zamów

Jak tu jestem, to wstydzę się, że żyję

O Auschwitz słyszałem już w domu rodzinnym od tych, którzy przeżyli wojnę – mojej babci, mamy mojej mamy, i jej drugiego męża (którego pierwsza żona właśnie tam umarła, podobnie jak ojciec mojej mamy). Mój ojciec przeszedł z rodzicami przez warszawskie getto, mama jako kilkuletnia dziewczynka mieszkała w domach dziecka we Francji, ponieważ jej rodziców deportowano do Auschwitz. W takim domu się wychowałem…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Moja babcia miała wielu przyjaciół, którzy przeżyli obóz. Mimo że mieszkali w różnych krajach, byli sobie niesłychanie bliscy i często się spotykali. Kiedy byłem mały, ciągle słyszałem: „Dziewczynki z Auschwitz przyjadą” i myślałem, że to będą te „filles d’Auschwitz”, a okazywało się, że to jakieś stare baby. Ale takiej sztamy, jaką one miały, nigdy już potem nie widziałem. Ich przyjaźń narodziła się w Auschwitz, tam ratowały sobie życie, dzieliły się resztkami jedzenia, patrzyły jak Polki otrzymywały paczki, a one nie (bo Żydzi nie mieli prawa do paczek) – to je połączyło.

Tam nie było równości. Byli ludzie, którzy szli prosto do komór gazowych, ale byli też tacy, którzy nie głodowali, mimo że byli więźniami, i byli tacy, którzy siedzieli w cieple zimą. Jeżeli mało o tym wiesz, myślisz że za drutami kolczastymi było piekło. To jest prawda. Kiedy jednak zaczynasz się uczyć, czytać, słuchać, co ludzie mówią, okazuje się, że piekło miało wiele poziomów.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 11-12/2010 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.