Jesień 2020, nr 3

Zamów

Chasyd z Sambora

Stoję sobie zatem na owej antwerpskiej uliczce. Z naprzeciwka idzie stary Żyd z piękną siwą brodą, niby biblijny patriarcha. Zbliża się. Odżywają we mnie palestyńskie doznania. Uśmiecham się.

– Szalom Alejchem – mówię, starając się poprawnie akcentować. Chasyd odpowiada poważnie:

– Alejchem szalom.

A zaraz potem pyta:

– Are you from Poland?

Skąd taki domysł? Czyżbym był typowym Polakiem? Potwierdzam więc po angielsku, z niejaką dumą, moją narodowość i pytam go, skąd pochodzi. Okazuje się, że przed wojną mieszkał z rodzicami w Samborze! Wzruszam się. Wyciągam rękę. Ściskam dłoń Żyda, polskiego Żyda… A on odzywa się po polsku, nie bardzo poprawnie, ale mniejsza o to. Chce wiedzieć, skąd znam to hebrajskie pozdrowienie. Pamiętam je od dawna, słyszałem od Babci bardzo lubiącej Żydów. Dodaję, że niedawno byłem w Izraelu – w Jerozolimie, w Betlejem, w Tyberiadzie…

Uśmiecha się na wspomnienie tego miasta. I nieoczekiwanie proponuje mi wizytę w koszernej kawiarni, tuż za rogiem…

– Napiłbyś się pan kawy ze starym Żydem z Polski? – pyta.

– Z przyjemnością. Muszę tylko uprzedzić żonę. Mieszkamy w hotelu, tu naprzeciw.

Idąc do kawiarni mijamy sklep z pieczywem, skąd dociera zapach świeżo upieczonego chleba. Mój Amfitrion wdycha powietrze z widoczną przyjemnością.

– Znasz pan może w Polsce takie jedno miasto, co się nazywa Przemyśl?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

– Oczywiście, byłem tam kilka razy…

– Nu, to ja panu zaraz coś opowiem.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 11-12/2010 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.