Jesień 2020, nr 3

Zamów

Za horyzontem

Agnieszka zmarła na początku 2008 r. W chwili śmierci miała niespełna dziewiętnaście lat. Moja żona Jola była jej nauczycielką fortepianu w szkole muzycznej. Gra Agi nie nosiła cech szkolnej bezduszności. Można było odczuć, że w muzyce jest cząstka jej samej, że mówi nam coś o sobie. Próbowała również komponować i zachowało się parę jej drobnych utworów. Jeden z nich, który nie miał tytułu, został nazwany przez kogoś „Za horyzontem”. Rzeczywiście, było w tej muzyce jakby dążenie ku czemuś nieznanemu, oddalonemu.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Aga także trochę pisała. W notatkach i wierszach pojawia się temat śmierci, choć przecież nic wtedy nie zapowiadało jej odejścia. Zaledwie rozpoczynała swoje życie. Nie myślała o studiach muzycznych czy artystycznych. Chciała zdobyć zawód bardziej praktyczny, wybrała Szkołę Główną Handlową, chciała w przyszłości pracować, jak powiedziała Joli, „z ludźmi i dla ludzi”. Była bardzo zaangażowana w harcerstwo i żeglarstwo.

Niewielki pomnik z białego kamienia na jej grobie nasuwa skojarzenia z żaglem. W notatkach Agnieszki znajdujemy zdanie: „…śniło mi się, że żegluję na moich kochanych Mazurach, świeci słońce, płynę ostro w przechyle półwiatrem, czuję radość i wolność”. […]

Cały tekst w numerze miesięcznika WIĘŹ 10/2010

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.