Wiosna 2021, nr 1

Zamów

W Łodzi za „późnego Gierka”

Niezależność najwięcej kosztuje. Relacje uczestników opozycji demokratycznej w Łodzi 1976-1980, oprac. L. Próchniak, S. M. Nowinowski, M. Filip, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Oddział w Łodzi, Łódź 2008, 265 s.

Wydana przez łódzki IPN książka zawiera 18 relacji ludzi opozycji przedsierpniowej. To KOR-owcy, ale też działacze rozbitego w 1970 roku RUCHU, z których wielu weszło później do ROPCiO, czy ludzie pierwszego NZS-u. W czasie „karnawału” 1980-81 wszyscy znaleźli się w orbicie Zarządu Regionu „S” Ziemi Łódzkiej.

Praca ta jest ważna z dwóch względów. Po pierwsze, dotychczas w przekazie popularnym i medialnym dotyczącym opozycji przedsierpniowej zdecydowanie nadwartościowywano Warszawę i Gdańsk. Owszem, z różnych względów były to ośrodki najważniejsze, gdzie grupy opozycyjne były stosunkowo silne czy wręcz miały charakter ośrodków koordynujących. Faktem jest jednak również, że i w innych miastach opozycja (choć nieliczna) istniała, a ludzie, którzy się w nią angażowali, ryzykowali naprawdę dużo. Na ogół chyba zresztą więcej niż warszawiacy. A ponadto w tzw. terenie też działy się rzeczy ważne i interesujące. Świadectwo ludzi łódzkiej opozycji przedsierpniowej w tej książce przywraca zatem właściwe proporcje w naszym widzeniu tamtych czasów.

Drugą istotną sprawą jest fakt, że są to tzw. źródła wywołane – relacje zebrane w latach 2007-2008, w oczywisty sposób subiektywne. Pokazują one nie tylko bieg wypadków w porządku chronologicznym, ale też i to, jak autor relacji pamięta (i ocenia) tamtą rzeczywistość i swoje zaangażowanie z perspektywy 30 lat. „Historia mówiona” – wywołanie relacji świadków czy uczestników wydarzeń historycznych – to tak samo dobry sposób pozyskiwania źródeł do badań przeszłości, jak kwerendy archiwalne czy analiza prasy i memuarystyki. I taki jest standard światowy. Niestety, mam wrażenie, że u nas nieraz jeszcze zawodowi historycy uważają „historię mówioną” za nieco ambitniejszy gatunek dziennikarstwa. Zupełnie niesłusznie. Z doświadczenia wiem, że świadkowie historii – gdy „otworzą się” i nabiorą zaufania do rozmówcy – szczerze relacjonują swoje losy, a nieraz opowiadają rzeczy po prostu fantastyczne i zupełnie nieznane, które każą badaczom stawiać całkowicie nowe pytania. Zestawienie takich świadectw z dokumentami archiwalnymi zazwyczaj dobrze wpływa na finalny produkt pracy historyka.

Redaktorom wydawnictwa należą się wyrazy uznania za „nienachalną” redakcję. Poszczególne teksty nie są jak ze sztancy, czytelnik widzi, że to relacje różnych osób. Na ogół zresztą bardzo ciekawe. Władysław Barański, po wojnie działacz „Wici” i PSL Mikołajczyka, w latach siedemdziesiątych nauczyciel, związany z różnymi nurtami opozycji (choć najbardziej z KOR-em) tak puentuje swoją działalność: „W Zgierzu, gdzie mieszkam, znano mnie trochę jako działacza opozycyjnego. Jedni przyznawali się do mnie, drudzy nie. Partia wydawała się nie do pokonania, istniał terror psychiczny, ale w sierpniu 1980 r. postawy buntownicze już się upowszechniły. Benedykt Czuma ocenia, że okres otwartej działalności w ROPCiO stanowił bardzo dobre przygotowanie do późniejszej działalności publicznej […] Przy tworzeniu „Solidarności” w całej Polsce, nie tylko w Łodzi, uczestnicy Ruchu Obrony, cieszący się autorytetem i uznaniem w środowiskach lokalnych, posiadający umiejętności i doświadczenie organizacyjne zdobyte w opozycji, odegrali istotną rolę.”

Związana z KOR-em Zofia Gromiec postrzega tamte czasy zdecydowanie mniej optymistycznie: „Dziś wiele osób przypisuje sobie ówczesną przynależność do opozycji. W rzeczywistości w działalność opozycyjną angażował się niewielki krąg ludzi, co ułatwiało bezpiece namierzenie każdego, kto się na nią decydował. Władze tępiły każdy przejaw niezależnej myśli, bo pewnie kłóciło im się to z mitem „czerwonej Łodzi”. Dlatego tutaj w latach siedemdziesiątych nie było klimatu dla opozycji”.

Także związany z KOR-em redaktor „Pulsu” i fotograf Bartosz Pietrzak mówi o pewnej łódzkiej specyfice. W 1979 roku, po wyrzuceniu go z pracy na Politechnice Łódzkiej, bezpieka postanowiła odebrać mu mieszkanie. „Urobiono członków rady spółdzielni mieszkaniowej, by mnie wyrzucili, a to się równało utracie mieszkania. Gdy jakoś udało mi się do nich dotrzeć, okazało się, że w ogóle nie mieli pojęcia, jak są manipulowani. […] Jak im pokazałem zdjęcia i medale z zagranicznych wystaw, przyjęli mnie na powrót do spółdzielni i mieszkanie oddali. Potem znowu mnie przyjmowano, wyrzucano, itd. SB wyraźnie nie chciała tego odpuścić. W końcu pomogło mi RWE, któremu przesłałem dokumentację tej sprawy. […] Wiem, że jeszcze dwie osoby były w ten sposób szykanowane: Wiktor Niedźwiedzki i Mirka Suska. Widocznie była to specjalność łódzkiej SB”.

Z kolei działający w ROPCiO, a potem w Ruchu Młodej Polski, Andrzej Woźnicki charakteryzuje ex post stosunki między różnymi grupami opozycji na gruncie łódzkim: „W Łodzi niepotrzebnie się z KOR-em «podjeżdżaliśmy», przecież współzawodnictwo i konkurencja to rzecz zdrowa, także w opozycji. Nie chodziliśmy na wykłady organizowane przez KOR, oni rzadko pojawiali się na naszych. Pamiętam, że kiedy umówiłem się z Kuroniem po odbiór jakichś materiałów, próbował mi uświadamiać, że nasza inicjatywa z komitetem Świtonia była błędem. Przekonywał, że władze Kazika zadepczą, zapominając przy tym, że Świtoń samodzielnie podjął decyzję. Pomyślałem wtedy: «Tobie się nie udało powołać pierwszego komitetu wolnych związków, ale nam wyszło», więc odebrałem to jako próbę częściowego dorabiania ideologii na potrzeby rywalizacji między naszymi środowiskami. Ta rywalizacja sprawiła, że – mimo zbieżnych celów – w wielu sprawach działaliśmy oddzielnie”.

Atutem książki jest dobra ikonografia, przy czym to nie tylko zdjęcia, ale i skany dokumentów. Chyba najciekawszy z nich to przykład specyficznego bezpieczniackiego humoru: datowane 28 kwietnia 1976 r. pismo „Zarządu Pieców Krematoryjnych” do (członka RUCHU, więźnia z lat 1970-71, później współzałożyciela „Pulsu”) Witolda Sułkowskiego. Urzędowe wezwanie informuje, że: „Obywatel osiągnął już odpowiedni wiek i maksymalny litraż alkoholu przeznaczony dla notorycznego pijaka, w skutek czego stał się Obywatel zbyteczny dla społeczeństwa i uciążliwy dla otoczenia, w myśl Ustawy z dnia 21.III.1963 r. […] winien Obywatel zgłosić się w ciągu siedmiu dni od daty otrzymania pisma w tutejszym Krematorium przy piecu nr 5 celem sproszkowania smutnej pozostałości ludzkiej kreatury”. Dalej pismo „informuje”, że „w razie niestawienia się zwłoki Obywatela zostaną przymusowo doniesione” i „poucza”, że „używanie alkoholu przed zamianą Obywatela na nawóz jest surowo zabronione, w celu uniknięcia eksplozji pieca krematoryjnego”. W końcu Prezes Dostojewski – „nadawca”, spreparowanego przez SB w ramach akcji nękania opozycji listu – poucza, że „odwołania od niniejszego nie ma. Sprawę należy traktować jako ostateczną”. Dziś to może i wydaje się na swój sposób śmieszne, wyobraźmy sobie jednak, co mogło by się stać, gdyby taki list przeczytała na przykład czyjaś stara matka…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Reasumując: wydawca bardzo dobrej pracy słusznie dowartościowuje „historię mówioną” jako element warsztatu historyka. Relacje są różnorodne, a ich autorzy szczęśliwie unikają patosu. Czytelnik – zwłaszcza taki, który nie pamięta tych czasów – nie tylko zyskuje w przystępnej formie wiedzę o nich, ale i może wczuć się w klimat epoki „późnego Gierka” w Łodzi.

Michał Kurkiewicz

Michał Kurkiewicz – ur. 1964, historyk, dziennikarz, pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Autor książki Sprawy białoruskie w polityce rządu Władysława Grabskiego. Wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Europa-Wschód, członek Zespołu Laboratorium Więzi. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.