Jesień 2020, nr 3

Zamów

Coś dla innych

Zaczęło się od przyjaźni. Kamila i Dominika znają się od wielu lat. Mają też wspólnych przyjaciół. – Mamy poczucie, że dostałyśmy dużo dobrego od życia i chcemy przekazać to dalej. Spodziewałyśmy się, że nasi znajomi mają podobne potrzeby i pragnienia. I to się potwierdziło. Ludzie chcieliby robić coś dla innych, ale nie mają na to czasu. Jednak, jeśli ktoś im to zorganizuje, da im taką możliwość, chętnie się w taką inicjatywę włączą. A my, korzystając z naszych umiejętności organizacyjnych, gotowe jesteśmy podjąć się takiej roli – postanowiłyśmy więc ułatwić naszym przyjaciołom i znajomym pomaganie innym – mówi Kamila.

„Coś dla Innych” – tak właśnie nazwały swój mały, „prywatny” wolontariat Kamila Dembińska i Dominika Ossolińska. Kamila ma własną firmę i dwuletniego synka, a Dominika jest menedżerem ds. marketingu w międzynarodowej firmie. Obie mają około 30 lat i wiele zajęć, jednak wolontariat, który wspólnie tworzą, stopniowo przestaje być mały, ponieważ inicjatywa angażuje coraz więcej osób.

Głównym celem inicjatorek pomysłu jest pomoc poprzez akcje, które pozwalają przyjaciołom spełnić potrzebę służenia innym. Ważnym aspektem działania jest integracja środowiska wokół idei dobroczynności. Akcje muszą zawierać dwa elementy: dostarczenie potrzebnych rzeczy oraz wspólną pracę – aby dzieło zaistniało, musi w jakiś sposób jednoczyć ludzi przy pracy i organizacji przedsięwzięcia. Akcje opierają się na koordynacji Kamili i Dominiki, które szukają potrzebujących i darczyńców, planują konkretną akcję, przygotowują harmonogram działań, ogłaszają terminy i rozdzielają prace chętnym.

Znajomi i znajomi znajomych dla nieznajomych

Nazwa przedsięwzięcia zainicjowanego przez Kamilę i Dominikę jest na tyle czytelna i prosta, że każdy może się szybko zorientować, o co chodzi. Nie jest to ani organizacja pozarządowa, ani kościelna – jest to inicjatywa przyjaciół, którzy wraz z szeroko rozumianym gronem znajomych chcą po prostu od czasu do czasu zrobić coś dla innych.

Największym motorem inicjatywy jest sieć powiązań towarzyskich. Znajomi znajomym przekazują informacje, dzięki czemu główne organizatorki sprawnie i szybko mogą przeprowadzić zaplanowane od początku do końca przedsięwzięcia. Ich główna i pierwsza działalność to akcje tworzenia bibliotek. Polegają one na zbieraniu książek i składaniu regałów w domu dziecka czy szpitalu. „Coś dla Innych” realizuje również mniejsze akcje znajdowania wyposażenia dla podobnych instytucji. Jeżeli potrzebne są jakieś sprzęty, meble, „Coś dla Innych” rozsyła informację i dzwoni do firm, które mogą takie działania zasponsorować.

Każda akcja, zanim się odbędzie, wymaga przygotowań, które spoczywają na barkach Kamili i Dominiki – to ich zaangażowanie. Największą część ich energii oraz czasu pochłania budowanie sieci komunikacji ze znajomymi i znajomymi znajomych. Kamila i Dominika z radością opowiadają, jak szeroko rozprzestrzenia się ich inicjatywa. Cieszy je, gdy pojawiają się nowe osoby, których one nie znają, a co więcej okazuje się, że nawet trudno jest się doszukać klucza, z którego dana osoba dołączyła do „Czegoś dla Innych”. Oznacza to, że inicjatywa ma szerokie grono zainteresowanych i trafia w potrzebę pomagania innym. Okazuje się, że tkwi ona także w ludziach, którzy nie są w stanie być motorem takich przedsięwzięć, ale z chęcią przyjmują konkretną propozycję współpracy.

Jedną z zasad organizacji „Coś dla Innych” jest to, aby każdy dostał dokładną informację, co i gdzie jest potrzebne i w jaki sposób można się zaangażować. Jest to wygodne rozwiązanie dla wszystkich, którzy nie mają czasu na regularny wolontariat. Dominika i Kamila wykorzystują swoje umiejętności organizacyjne, doświadczenia i kontakty. Pomyślały, że jest to najbardziej wartościowy kapitał, jakim dysponują i że warto się nim podzielić. Doświadczenia, własne chęci i przyjaźń sprawiły, że powstał ten pomysł.
Okazało się, że obie myślały o tym samym od jakiegoś czasu. Dominika zrobiła listę postanowień na nowy rok 2009. Jednym z punktów na tej liście było: zrobić coś dla innych.

Okazało się, że Kamila też już o tym dużo myślała. Kiedy zachorowała na grypę i leczyła się w domu, zaczęła dzwonić po różnych instytucjach. Najpierw były to domy dziecka, pytała czy można im w jakiś konkretny sposób pomóc. Reakcje ludzi na telefony Kamili były różne, ale na ogół byli bardzo zdziwieni, że nie dzwoni z żadnej instytucji, że pyta zupełnie prywatnie z własnej potrzeby serca. Nie umieli znaleźć takich rzeczy, które chcieliby dostać, z wyjątkiem pieniędzy.

Kamili i Dominice zależało jednak głównie na wspólnym działaniu. Uważały, że w ich środowisku jest wiele osób, które również mogą podzielić się swoimi umiejętnościami. Miały świadomość, że są w stanie znaleźć sponsorów, ale jako że nie są żadną organizacją, nie miały zamiaru przyjmować pieniędzy i przekazywać ich dalej. Zależało im na pomocy przez działanie. Zależało im również na tym, aby ludzie świadomie przyłączyli się do ich akcji pomocy. Chciały, aby inni w jakimś stopniu dzieło współtworzyli, a nie jedynie przelewali pieniądze na wybrany cel. Obawiały się również wciągania ludzi na siłę, bombardowania niezainteresowanych e-mailami przy wysyłaniu wiadomości o kolejnych akcjach do tej samej grupy osób, która ich listy zaczęłaby traktować jako spam. Zredagowały więc przemyślaną wiadomość do wszystkich znajomych. Brzmiała ona następująco:

Kochani!
Chcemy zrobić coś dla innych. Oczywiście, nikt nie ma zbyt wiele czasu, ale my mamy chęci, pomysł i chcemy to zorganizować. A pomysł jest taki: raz na kwartał organizujemy akcję pomocy dla domu dziecka, szpitala, domu starców, ośrodka dla uchodźców, bądź dla konkretnej rodziny.
Co robimy? Kompletujemy biblioteczkę dla szpitala dziecięcego, organizujemy zbiórkę odzieży czy sprzętów domowych, załatwiamy komputery dla rodzinnego domu dziecka etc. My dwie przygotowujemy akcję, a potem wszyscy razem ją realizujemy, np. zbieramy książki dla dzieci (zdjęte z naszych półek), jedziemy na miejsce i w trzy godziny wstawiamy regały i ustawiamy zebrane książki. Potrzeb i pomysłów jest wiele.
Jeśli chcesz się włączyć – odpisz „tak”. Jeśli chcesz pomóc innym, jeśli chcesz poświęcić choć trochę czasu innym, jeśli chcesz wesprzeć finansowo akcję pomocy innym – odpisz „tak”. My chcemy to robić! Dołącz do nas.

Wiele osób odpisało od razu. Część dołączała się, ponieważ usłyszeli od innych. Każdy, kto deklaruje chęć otrzymywania wiadomości, musi potwierdzić, że jest świadomy, jakie cele i działania wiążą się z tą inicjatywą. Pierwsza wiadomość została wysłana pod koniec stycznia, a już w lutym udało się przeprowadzić pierwszą akcję. W końcu znalazły pierwszą organizację, w której ktoś po drugiej stronie telefonu powiedział: – Tak! Rzeczywiście przydałaby się nam biblioteka!

Zbudowanie biblioteki wydało się bardzo pożyteczne. Mieściło się też w możliwościach organizacyjnych tej inicjatywy i mogło zawierać element wspólnego działania. Rozpoczęto zbiórkę książek. Wszystkie osoby, które uprzednio odpisały na e-mail z deklaracją pomocy, dostały informację, że oto teraz zaczynamy zbiórkę książek. Kamila i Dominika szukały drogi do kogoś, kto mógłby podarować regały. W efekcie stanęła biblioteka, która zawiera wszystkie zebrane książki. Akcja zmontowania, przewiezienia i ustawienia książek odbyła się dzięki pracy wszystkich chętnych. Obecnie stoją już dwie takie biblioteki – jedna w Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową, a druga w Centrum Zdrowia Dziecka. Udała się też zbiórka wyprawek dla przedszkolaków ze świetlicy na warszawskiej Pradze Północ.

Kontakty wirtualne – pomoc realna

Założenie, że będą robić „coś dla innych” raz na kwartał, okazało się minimalistyczne. Jak dotychczas, udaje się podjąć jedną akcję średnio raz na miesiąc. Teraz już łatwiej im znajdować potrzebujących, ponieważ pierwszy rekonesans nauczył je, że łatwiej jest otrzymywać konkretne instrukcje od organizacji pozarządowych, które często potrafią lepiej i szybciej skontaktować się z osobą decydującą w danej kwestii. Nie bez znaczenia jest również to, że jest dużo chętnych do działania. Czasami trzeba nawet odmawiać tym, którzy zgłosili się zbyt późno do danej akcji.

Osoby, które się angażują, są w różnym wieku, mają różne możliwości finansowe i propozycje pomocy. Ci, którzy mają dzieci, często deklarują, że mogą coś dostarczyć. Osoby starsze również wolą wziąć udział w zbiórce. Natomiast, ci którzy jeszcze nie mają dzieci, chętnie podarowują swój wolny czas. Sytuacja życiowa i finansowa determinuje rodzaj zaangażowania w „Coś dla Innych”.

Dominika i Kamila zdają sobie sprawę, że niektórzy potrzebują bardzo konkretnych informacji, po to, by mogli wygospodarować niewielki kawałek ze swojego ograniczonego czasu na pomoc innym. Starają się więc, aby informacje były precyzyjne i jasno opisywały, co można kupić lub przygotować. Przy kompletowaniu wyprawek dla dzieci ze świetlicy podzieliły potrzebne rzeczy na zestawy i wysłały e-mail, na który w odpowiedzi można było przesłać na przykład taką prostą deklarację: kupię zestaw czwarty. Potrzebna była zatem chwila zastanowienia odbiorcy i wystarczył krótki komunikat. Taki styl pracy został przez nie stworzony ze względu na ich własne doświadczenia. Poza robieniem „Czegoś dla Innych” mają również swoje zawodowe i prywatne życie. Wiedzą, że można wiele zrobić, jeżeli tylko dobrze potrafi się zorganizować czas.

Cała idea „Czegoś dla Innych” została przez Kamilę i Dominikę stworzona właśnie dla takiej możliwości organizowania się samemu. Wiedziały, że nie są w stanie zostać stałymi wolontariuszkami, które na przykład regularnie odwiedzają kogoś chorego. Są natomiast w stanie telefonować dwa lub trzy raz dziennie w jakiejś sprawie związanej z „Czymś dla Innych”. Sprawdzają codziennie pocztę elektroniczną, którą założyły dla tej inicjatywy oraz zaglądają na forum internetowe, bo „Coś dla Innych” ma swój profil na Facebooku (jest to bardzo powszechny dziś sposób komunikacji w internecie, dzięki któremu ludzie dowiadują się, co się dzieje u znajomych). Wykorzystując ten sposób komunikacji, zainteresowani zawsze mogą sprawdzić, co nowego przygotowuje „Coś dla Innych”.

Poza pracą głównie przy użyciu telefonu i poczty elektronicznej, Kamila i Dominika są w stanie spotkać się dla omówienia spraw organizacyjnych raz na dwa tygodnie. Mają już rozpisany harmonogram działań na cały rok. Przyjęły w nim, że nadal będą trzymały się pojedynczych akcji, ponieważ same są również nastawione na efekt. Lubią wiedzieć, ile czasu mogą na konkretne zadanie przeznaczyć, decydują, kiedy mogą to zrobić i – co dla nich również ważne – są w stanie czuwać nad całym procesem od początku do końca. No i niemal natychmiast mają możliwość obserwować efekty swoich działań.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Bardzo ucieszyła je informacja, że biblioteka w szpitalu cały czas żyje, że pacjenci i ich rodzice pożyczają książki, potem je zwracają i przynoszą swoje własne, które tam wstawiają. Taki właśnie efekt to największa motywacja. Z „Czegoś dla Innych” inicjatorki przedsięwzięcia wynoszą wiele dobrej energii, gdy widzą jak ludzie, którzy się nie znają, współpracują ze sobą. Ich inicjatywa zyskała zainteresowanie i weszła na dobre tory, które mogą prowadzić do rozwoju przedsięwzięcia. Nadal nie jest to jednak instytucja, która ma sztywny program i zasady. Z przyszłością „Czegoś dla Innych” mogą wiązać się niespodzianki oraz zmiany wynikające z sytuacji życiowej inicjatorek.

Karolina Kitzman-Czarnecka

Karolina Kitzman-Czarnecka – socjolog, absolwentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW, specjalistka ds. organizacji pozarządowych oraz zatrudnienia. Pracowała w Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Fundacji im. Stefana Batorego oraz Fundacji Banku CitiHandlowego im. Leopolda Kronenberga. Przez całe życie związana z Klubem Inteligencji Katolickiej w Warszawie, gdzie była wychowawcą, a obecnie współpracuje przy najnowszych projektach stowarzyszenia. Aktualnie pracuje w firmie szkoleniowej. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.