Jesień 2020, nr 3

Zamów

Postjudymowie i postsiłaczki

Jest ich wielu, a nawet bardzo wielu. Swój czas, energię, talenty wykorzystują, żeby być i robić coś dla innych. Marek Dorożyński, współtwórca znanej szczecińskiej firmy reklamowej, akompaniuje na skrzypcach osobom z upośledzeniem umysłowym – solistom Zespołu Piosenki Naiwnej. Próby zespołu odbywają się co tydzień, skrzypek biznesmen nie zawsze może w nich uczestniczyć, zawsze jest na nich obecny Arek Więcko – współzałożyciel zespołu, autor tekstów i muzyki wielu z wykonywanych przez grupę piosenek. Ten emerytowany nauczyciel matematyki ze srebrną czupryną i sylwetką nastolatka – mąż wspaniałej żony i ojciec czwórki dzieci – potrafi wcielać w życie najbardziej nieprawdopodobne pomysły. W jednym z koncertów ZPN wspólnie z upośledzonymi zaśpiewali Elżbieta Adamiak i Jacek Kleyff.

Aktywnie

Wolontariusz z Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci zwołuje znajomych motocyklistów, żeby razem z nim odwiedzili jednego z pacjentów hospicjum – miłośnika motorów. Pod dom chorego Łukasza zajeżdża ponad czterdzieści wspaniałych maszyn, pośród nich jest trójkołowy motor z czasów II wojny światowej. To na nim Łukasz wyrusza z całą kawalkadą na wycieczkę.

Aldona Gawecka, emerytowana wykładowczyni bibliotekoznawstwa, do pomysłu „Wysłuchiwaczy zwierzeń” zaraziła już kilkadziesiąt osób w różnych wieku. Wolontariusze, a pośród nich: studentka, dziennikarz, tłumacz, nauczyciel słuchają tych, którzy potrzebują opowiedzieć komuś o swoim życiu. Nie udzielają rad, nie oceniają – po prostu są i słuchają. W razie potrzeby służą adresem instytucji, które mogą pomóc rozwiązać np. problemy psychologiczne, alkoholowe, bezrobocia itp.

Ks. Tomasz, szkolny katecheta w technikum zawodowym, namawia swoich uczniów do honorowego oddawania krwi. Co jakiś czas zbiera chłopaków i wspólnie idą do punktu krwiodawstwa.

Hanna Polak, współautorka wstrząsającego – nominowanego do Oscara – filmu dokumentalnego Dzieci z Leningradzkiego wraz z gronem przyjaciół stworzyła fundację Aktywna Pomoc Dzieciom, której celem jest szukanie ratunku dla bezdomnych dzieci w Moskwie. Szacuje się, że żyje ich tam kilkadziesiąt tysięcy. To właśnie one są bohaterami porażającego filmu Hanny Polak, który powstał już po założeniu fundacji. Jego celem było pokazanie światu tego piekła.

Ks. Tadeusz Pajurek pracował jako kapelan w lubelskim szpitalu psychiatrycznym. Spotkania z pacjentami, z ich dramatem i samotnością, sprawiły, że w 1991 r. powołał do istnienia Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym Misericordia. Jego celem była integracja i wsparcie osób po leczeniu psychiatrycznym. Stowarzyszenie proponowało spotkania, udział w imprezach kulturalnych i turystycznych, organizowało wyjazdowe turnusy rehabilitacyjne. Ks. Pajurkowi i jego współpracownikom udało się uruchomić Ośrodek Profilaktyki i Rehabilitacji Osób z Zaburzeniami Psychicznymi oraz Klub Misericordia. Ten ostatni, stanowiący bezpieczne miejsce spotkań i odbudowywania więzi społecznych – umiejscowiony w budynku ośrodka, blisko szpitala psychiatrycznego – stwarza okazję do integracji chorych i ich bliskich oraz okolicznych mieszkańców. Uczestnikami tej formy aktywizacji są pacjenci szpitala – osoby dorosłe, dzieci, młodzież – oraz uczestnicy Środowiskowego Domu Samopomocy, również inicjatywy stowarzyszenia. ŚDS jest placówką zapewniającą kompleksową terapię i rehabilitację osób z zaburzeniami psychicznymi. Celem tych działań jest poprawa codziennego funkcjonowania i jakości życia oraz readaptacja do życia społecznego.

Powołane przez ks. Pajurka stowarzyszenie nieustannie się rozwija – zainicjowało działalność „Centrum Słuchania”, które wypracowało autorski styl pomocy, polegający na takim towarzyszeniu człowiekowi w trudnej sytuacji życiowej, aby mógł samodzielnie rozwiązywać swoje problemy. Kolejną inicjatywą stowarzyszenia jest Ośrodek Adaptacji Społecznej, pełniący rolę hostelu, w którym mogą zamieszkać czasowo osoby znajdujące się w trudnej sytuacji bytowej. Misericordia planuje kolejne inicjatywy.

Znana aktorka, Alina Janowska-Zabłocka, utworzyła w 1990 r. na warszawskim Żoliborzu Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom ,,Gniazdo”. Do działań w świetlicach – bo „Gniazda” będą pączkować – gdzie pozostawione sobie samym dzieci znajdują opiekę i mogą ciekawie spędzać czas, werbuje znajomych. Dziś „Gniazd” jest już kilkanaście, powstały również poza Warszawą.

Ośmioletni Jaś postanowił podarować hospicjum dla dzieci pieniądze zebrane podczas swojej Pierwszej Komunii świętej. Była modelka jako jeden z wielu już dziś „doktorów clownów” – wolontariuszka w Fundacji Dr Clown – rozśmiesza dzieci w szpitalach. Bo śmiech – jak nie tylko mówi przysłowie, ale też dowodzą lekarze – to zdrowie.

Kobieta bez rąk pomaga drugiej kobiecie, która porusza się na wózku inwalidzkim. Pierwsza z nich to Katarzyna Rogowiec, złota medalistka igrzysk paraolimpijskich, która w wieku trzech lat straciła obie ręce. Druga – Angelika Chrapkiewicz-Gądek, od dzieciństwa cierpiąca na dystrofię mięśniową. Obie wzięły udział w zorganizowanej przez „Mimo wszystko” – fundację Anny Dymnej – wyprawie na Kilimandżaro. To niezwykłe przedsięwzięcie, w którym uczestniczyło dziewięć osób niepełnosprawnych oraz grupa pomagających im przyjaciół, zostało opisane w wydanej przez Znak książce Każdy ma swoje Kilimandżaro. Znaleźć w niej można również opis niezwykłej relacji obu niepełnosprawnych kobiet. Angelika tak wspomina tamtą noc, kiedy atakowali szczyt:

Nigdy nie zapomnę światła czołówek wędrujących w ciemności, chłodu, wysiłku, pyłu wulkanicznego, który wdzierał się nam do ust, nosa, oczu. Ale chyba najbardziej zapamiętam Kasię, która niosła mnie pod prysznic i do hotelowej toalety, która odgarniała kamienie na drodze, żeby mną nie trzęsło tak bardzo.

Wewnętrzna gościnność

Ileż inicjatyw, pomysłów, czasem zwariowanych i szalonych, często żmudnych, na pierwszy rzut oka niewdzięcznych – jak na przykład zabiegi higieniczne przy obłożnie chorej staruszce. Pielęgnująca ją przez wiele lat Iza – najpierw licealistka, a potem studentka – przyznaje, że nie zawsze było jej łatwo, zwłaszcza przy czynnościach takich, jak podanie basenu, opatrywanie odleżyn czy toaleta. Ta ostatnia sprawiała kłopot – tłumaczy Iza – dlatego że często musiała radzić sobie sama i trudno jej było, osobie raczej drobnej, podźwignąć całkowicie sparaliżowaną chorą.

To wszystko jednak drobiazgi – trudniejsza, ale nieodłączna przecież strona życia. Znajomość i bliskość z panią Janiną – nazywaną Babunią – Iza uważa za jedno z najpiękniejszych doświadczeń w swoim życiu. – Była kimś takim – opowiada wzruszona – jak babcia Zbigniewa Herberta, o której poeta pięknie opowiadał w rozmowie z ks. Januszem Pasierbem: „Babcia była święta. W jej życiu był właściwie sam ból, samo cierpienie, a jednocześnie – jaka wielkość! Była to kobieta z ogromną gościnnością wewnętrzną.” Tę wewnętrzną gościnność miała pani Janina również wobec tych, którzy wyrządzili jej krzywdę, skazali na życie w bardzo trudnych warunkach. – Ja sama nie zawsze potrafiłam być wobec nich wyrozumiała – mówi Iza. Od niej uczyłam się, że ci, którzy postępują inaczej niż wymaga tego przyzwoitość, też miewają jakieś swoje racje.

Spektakularne inicjatywy, jak wyprawa grupy niepełnosprawnych na Kilimandżaro i te dziejące się w ukryciu, jak godzina u samotnej sparaliżowanej staruszki. Każde z tych działań jest bezcenne, bo w tej najniezwyklejszej na świecie maleńkiej, często jednoosobowej manufakturze, albo przeciwnie – w gromadzącej wiele osób fabryce dobra – każdy ma swoje niepowtarzalne miejsce.

Każde z tych działań budzi zachwyt. Okazuje się, że jeden człowiek może być dla drugiego nogami, oczyma, rękoma. I wtedy, kiedy w wyprawie na Kilimandżaro prowadzi niewidomego, i wtedy, kiedy zakłada czerwony nos clowna i leżącemu przez długie tygodnie w szpitalnym łóżku maluchowi recytuje śmieszne wierszyki albo prezentuje zabawne sztuczki.

Właśnie zachwyt, a nie poświęcenie najlepiej opisuje współczesnych społeczników – tych wszystkich postjudymów i postsiłaczki. Oczywiście, wielu z nich podejmuje wysiłek zrobienia czegoś dla drugiego człowieka, przynaglonych spotkaniem z kimś do tego stopnia skrzywdzonym i cierpiącym, że nie można go tak po prostu wyminąć. Założyciele fundacji Aktywna Pomoc Dzieciom wyjaśniają:

Jesteśmy grupą ludzi nie mogących pogodzić się z cierpieniem dzieci. Dlatego w 1997 r. założyliśmy fundację. Skupia ona ludzi, których wspólnym celem jest zmiana losu dzieci bezdomnych, prześladowanych, wykorzystywanych seksualnie, zagubionych, uzależnionych od narkotyków i alkoholu, ofiar przemocy w rodzinie, porzuconych i tych ze środowisk patologicznych, sierot. Kiedy weszliśmy w środowisko tych dzieci, zrozumieliśmy, że to nie jest anonimowa masa obdartusów, ale świat osób z wyobraźnią, niezwykłą wrażliwością, inteligencją, dowcipem, zdolnościami i talentami, które prawdopodobnie nigdy nie zostałyby ujawnione i wykorzystane.

A Hanna Polak dodaje:

Ich życie to piekło na ziemi, jednak nawet w tych warunkach pozostają dziećmi: bawią się, śpiewają, tańczą i… marzą o swoich matkach. A pod koniec naszego filmu dwunastoletni Misza wyznaje: „Bóg kocha ludzi, wszystkim pomaga – kocha nawet złych ludzi, nawet nie-Rosjan… nawet Czeczeńców kocha. A najbardziej kocha dzieci”.

Naprawdę każdy

Wielu pomagających podpisałoby się bez zastrzeżeń pod ideą przyświecającą Stowarzyszeniu „Wiosna”, inicjatorowi m.in. akcji „Szlachetna paczka” czy „Akademia przyszłości”. Osoby skupione wokół WIOSNY deklarują:

Wychodzimy z założenia, że w każdym człowieku tkwi ogromny potencjał dobra. Chcemy inspirować do działania i podejmowania inicjatyw zarówno osoby biedne, jak i bogate. Naszym marzeniem jest społeczeństwo, w którym ludzie zauważają siebie nawzajem – umiejętnie wspierają się w sytuacjach problemowych oraz współtworzą lokalne społeczności.

Patrząc na działania WIOSNY i wielu innych tego rodzaju inicjatyw, trudno nie zachwycić się pomysłowością podejmowanych działań i formą ich realizacji. Większość z nich udowadnia, że pomagać naprawdę może każdy – jak przekonuje Janina Ochojska, osoba wyjątkowo w tej kwestii wiarygodna: „gospodyni domowa, hydraulik, psycholog, emeryt, uczeń szkoły podstawowej. Liczy się czas oddany w służbie dobru drugiego człowieka”.

Pomagać może każdy – i często trzeba naprawdę niewiele, by dokonać rzeczy wielkich. Jest początek 1995, jedną z amerykańskich szkół (Broad Meadows Middle School w Quincy) odwiedza drobny chłopiec z Pakistanu. To dwunastoletni Iqbal Masih , który połowę swojego życia spędził na niewolniczej pracy w fabryce dywanów. Jedna z jego ucieczek z miejsca niewoli w końcu się powiodła. Dotarł do organizacji udzielającej pomocy pracującym dzieciom, tam rozpoczął naukę i pomagał uwalniać inne pakistańskie dzieci. Jego odwaga i determinacja wzbudziły podziw – został uhonorowany nagrodą Fundacji Reebok Human Rights, został wybrany „Osobowością Tygodnia” ABC, jednej z największych amerykańskich stacji telewizyjnych.

Podczas wizyty w Broad Meadows Middle School Iqbal opowiadał swoim amerykańskim kolegom o sytuacji dzieci zmuszanych do niewolniczej pracy. I o marzeniu, żeby każde pakistańskie dziecko mogło żyć normalnie, czyli przede wszystkim, aby mogło się uczyć.

16 kwietnia 1995 roku, Iqbal został zastrzelony, najprawdopodobniej na zlecenie mafii producentów dywanów. To zdarzenie staje się impulsem dla amerykańskim uczniów z Broad Meadows Middle School. Rozpoczynają akcję „The School for Iqbal”. Pomysł jest prosty – każda klasa zbierze 12 dolarów (za taka sumę Iqbal został sprzedany do fabryki dywanów, a w chwili śmierci miał 12 lat). Do swojej akcji uczniowie pozyskują kolegów ze szkół w całej Ameryce i kilkudziesięciu innych państwach. Pierwszą szkołę dla Iqbala oddano do użytku pakistańskim dzieciom w lutym 1997 roku. Od tego czasu powstało wiele takich szkół, a akcja trwa nadal.

Podarowanie bezinteresownie cząstki swojego życia drugiemu, znajdującemu się w potrzebie, człowiekowi, wiąże się oczywiście z pewnym trudem, czasem niemałym – wynikającym z konieczności wypełniania podjętych zobowiązań, ale też z dzielenia z drugim jego bólu. Nie zawsze można pomóc tak, aby w sposób zasadniczy zaradzić czyjemu dramatowi. Ks. Andrzej próbujący towarzyszyć w prostowaniu połamanego życia Krzyśkowi, mężczyźnie zarażonemu wirusem HIV i po wyroku, czasem może jedynie trwać przy nim ze swoją przyjaźnią. Ostatnio Krzysiek znowu trafił do więzienia. Podobne było doświadczenie Cezarego, który od trzydziestu pięciu lat wspiera Marka. Najpierw czynił to jako jego opiekun prawny. Potem towarzyszył mu w dobrych i trudnych kolejach jego życia – kiedy Marek ożenił się i pojawiały się na świecie jego dzieci, i kiedy sypało się jego życie rodzinne. Marek mógł na niego liczyć także wtedy, kiedy trafił do więzienia.

Małgorzata, młoda wolontariuszka z hospicjum, również mogła jedynie towarzyszyć – ten, któremu pomagała, to nieuleczalnie chory osiemnastoletni Gabriel. Po jego śmierci napisała:

Gabi odszedł na zawsze, ale jest blisko dzięki wspomnieniom, które mi zostawił. Brakuje mi jego poczucia humoru i dystansu, jaki miał do wszystkiego. Dzisiaj dziękuję losowi za to, że postawił go na mojej drodze, za to, że choć przez pewien czas mogłam mu towarzyszyć.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Charakterystyczne, że w postawie i zwierzeniach tych, którzy próbują być dla innych, nie ma cierpiętnictwa. Nie ukrywają trudu, który związany jest z tą drogą, ale też podkreślają, że pomagają innym, ponieważ – jak napisała Janina Ochojska w rekomendacji przewodnika po wolontariacie – „chcą zasmakować pełni życia”.

Katarzyna Jabłońska

Katarzyna Jabłońska – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, krytyk filmowy. Z WIĘZIĄ współpracuje od 1992 r., obecnie sekretarz redakcji pisma. Publikowała również w „Tygodniku Powszechnym”, „W drodze”, „Charakterach” i „Kwartalniku Filmowym”. Należy do Zespołu Laboratorium WIĘZI. Mieszka w Otwocku.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.