Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Czy Kościół traci kobiety

Współczesna kobieta – choć nieco trudniej niż jej koledzy, mężczyźni – jest w stanie osiągnąć w uprawianym zawodzie praktycznie wszystko: zostać prezesem banku, dyrektorem wielkiej korporacji, rektorem uniwersytetu. Wszystko jest kwestią talentu, pracy, determinacji. Co może odczuć taka kobieta, gdy zetknie się z rzeczywistością Kościoła?

Praktyka życia codziennego, ale też badania naukowe i statystyki nie pozostawiają wątpliwości – kobiety są w ofensywie. Ich problemy są w centrum uwagi polityków i wielkich organizacji pozarządowych, one przede wszystkim mają włączać się w wielkie modernizacyjne projekty współczesnych społeczeństw. Kobiecy punkt widzenia staje się nieodzowny w opisie świata i nazywaniu problemów. Świadczy o tym chociażby Raport nt. dyskryminacji ze względu na płeć opublikowany w listopadzie przez Światowe Forum Ekonomiczne. Autorzy raportu interesowali się, jaki procent z zatrudnionych pracowników to kobiety, jaki jest udział kobiet w życiu publicznym czy ekonomicznym. Wśród 130 krajów „prymusem” okazała się Norwegia, Jemen zajął ostatnie miejsce, Polska usytuowała się pośrodku. Wydźwięk całości jest optymistyczny – w ponad 80 proc. badanych krajów dyskryminacja kobiet stopniowo zanika.

Niezależnie od tego, jakie „noty” otrzymała Polska, nasze krajowe badania potwierdzają, że pozycja kobiet w życiu społecznym i ekonomicznym stale się wzmacnia. Od kilku lat utrzymuje się tendencja, polegająca na tym, że na wyższych studiach jest więcej kobiet niż mężczyzn – w roku 2005/2006 było 56,5% kobiet, a 43,5% mężczyzn. Po studiach znacznie więcej kobiet pracuje w szkolnictwie, służbie zdrowia, sądownictwie, choć z całą pewnością można to tłumaczyć nie tylko kwalifikacjami, ale płacami w sferze budżetowej, które są bardzo niskie, więc mężczyźni szukają lepiej płatnych zajęć. Coraz więcej kobiet zajmuje kierownicze stanowiska – jest ich 32,5 proc. ogółu kadry zarządzającej (są przy tym akceptowane przez zdecydowaną większość podwładnych – zarówno mężczyzn, jak i kobiety). Co trzeci biznesmen w Polsce jest w istocie businesswoman, a nawet w wojsku, bastionie „tradycji patriarchalnych”, kobiety stanowią 1% kadry zawodowej. Dziś jest ich około tysiąca, ale przyszłość stoi przecież przed nimi otworem.

I jeszcze coś bardzo istotnego – 22% Polek rezygnuje z urodzenia dziecka, gdyż macierzyństwo utrudniłoby im karierę – tak wielką wartość ma dla nich praca zawodowa.

Nieobecne

Gdyby spróbować opisać rolę kobiet w Kościele, używając badań statystycznych (a te nie zostały przeprowadzone), należałoby przede wszystkim stwierdzić, że w wielu wypadkach przedmiot badań jest… nieobecny. Gillian Badcock, przewodnicząca WUCWO – Światowej Unii Kobiecych Organizacji Katolickich – będąc po raz pierwszy w Polsce, zauważyła że Polki są nieobecne w celebrowaniu liturgii. Pani Badcock nie jest bojowniczką o „prawo” kobiet do świeceń kapłańskich, po prostu dobrze zna Kodeks Prawa Kanonicznego. Nie mogła więc zrozumieć, że choć w dni powszednie kościół pełen jest kobiet, zwłaszcza starszych, nie ma ich przy ołtarzu w charakterze ministrantek, lektorek, szafarek Eucharystii. Trudno wytłumaczyć cudzoziemce, dlaczego tak się dzieje, ale to fakt – kobiety wciąż nie pełnią u nas posług, które w innych Kościołach lokalnych katoliczki sprawują od lat.

Nie jest to możliwe nawet w sytuacjach, gdy byłoby bardzo uzasadnione i pożądane – aby na przykład chora zakonnica otrzymywała codziennie Komunię św. od współsiostry-szafarki. Czasem żeńska wspólnota zakonna chce adorować Najświętszy Sakrament, ale jest to niemożliwe, gdyż nie ma w pobliżu księdza, który dokonałby wystawienia. Szafarka Eucharystii miałaby też o wiele łatwiejszy kontakt z pacjentkami, leżącymi zwłaszcza na oddziałach położniczych, gdyż doświadczenie wielu kobiet wskazuje, że są to oddziały skrzętnie omijane przez kapelanów szpitalnych.

Zadziwia także fakt, że kobiety nie pełnią posługi ministrantek. Tylko w dwóch diecezjach – gliwickiej i opolskiej – biskupi do takiej posługi dopuścili. Fakt ten tłumaczy się zazwyczaj… troską o powołania kapłańskie. Ponieważ większość młodych ludzi zgłaszających się do seminariów było kiedyś ministrantami i dzięki temu odkryło swe powołanie, ktoś uznał, że nie wolno dopuścić do tej posługi kobiet. Dziewczęta zniechęcą chłopców, są dojrzalsze, lepiej zorganizowane, bardziej odpowiedzialne – i powołania przepadną… Zalety dziewcząt stają się więc ich zgubą i nikt nie zwraca uwagi na fakt, że nie ma żadnej korelacji między ministranturą kobiet a spadkiem powołań kapłańskich. W obu wymienionych diecezjach liczba powołań utrzymuje się na podobnym poziomie od lat, zaś księża widzą wiele zalet w fakcie, że przy ołtarzu są zarówno chłopcy, jak i dziewczyny.

Obecne, ale…

Zatroskani o powołania kapłańskie nie doceniają natomiast wagi groźnego faktu – spadku powołań kobiecych. Liczba zakonnic w Polsce od lat systematycznie spada. W 2000 roku było w Polsce ponad 24 tys. sióstr, obecnie jest ich – niecałe 22,3 tys. Ogólna liczba spadła więc o ponad tysiąc osób. Są żeńskie zgromadzenia, do których w ogóle nikt się nie zgłasza, rodzą się więc pytania, jak będzie wyglądać przyszłość takiej wspólnoty.

Zakonnice mają ogromny udział w pracy wychowawczej, edukacyjnej i charytatywnej Kościoła. Prowadzą 360 przedszkoli, 84 szkoły na różnych etapach edukacji, 63 internaty i akademiki, 84 świetlice, 46 domów dziecka, 126 ośrodków opiekuńczych różnego typu, 104 domy opieki społecznej dla dorosłych, 7 domów dla samotnych matek, 2 schroniska dla bezdomnych kobiet, 36 stołówek dla bezdomnych i ubogich. Pracują jako pielęgniarki i lekarki w 147 szpitalach, 19 przychodniach, 22 hospicjach. Są nauczycielkami – 285, wychowawczyniami – 854, przedszkolankami – 899, pielęgniarkami w szpitalach – 1366. W instytucjach kościelnych pracuje ok. 1,1 tys., zakonnic. Są zakrystiankami, organistkami, opiekunkami parafialnymi. W poradnictwie rodzinnym pracuje 180 sióstr. Obecnie około 1,4 tys. zakonnic kształci się na wyższych uczelniach, 2,8 tys. ofiarowuje Kościołowi swoje modlitwy (wszystkie dane z października 2008 roku za serwisem KAI). Trudno sobie właściwie wyobrazić funkcjonowanie Kościoła bez sióstr zakonnych i ich ogromnej, anonimowej, nieraz niedostrzeganej i niedocenianej pracy.

Obecne w przedszkolach, na lekcjach katechezy, w kancelariach parafialnych, w kuchniach na plebaniach, w seminariach i domach biskupich – siostry są jednak mało obecne w gremiach doradczych czy decyzyjnych lub placówkach duszpasterskich. W całym kraju jest zaledwie kilka duszpasterek, niewiele notariuszek, są dwie dyrektorki muzeum (w Wadowicach, w domu rodzinnym Jana Pawła II, oraz w przemyskim muzeum diecezjalnym). Są wśród nich wykładowczynie, w liczbie 57, ale wśród nich jedynie 20 samodzielnych pracownic naukowych. Wśród około 250 członków Komisji i Rad Episkopatu jest około 20 kobiet, w tym tylko część z nich to zakonnice. Choć to one prowadzą większość dzieł wychowawczych i dobroczynnych Kościoła, tylko nieliczne z nich są członkiniami gremiów, które zajmują się rodziną, edukacją, czy działalnością charytatywną.

Żeńskokatolicki modernizm?

Innym polem „nieobecności” kobiet są seminaria diecezjalne i duchowe. Wskazania z papieskich adhortacji, aby w kształtowanie przyszłych księży włączały się także kobiety, są w naszym Kościele postulatem nierealizowanym. Kobiety, o ile w ogóle są zatrudniane w seminariach, prowadzą co najwyżej lektoraty, natomiast świetnie przygotowane ekspertki z doktoratami z rozmaitych dziedzin, które mogłyby wykładać teologię, można policzyć na palcach jednaj ręki. Szkoda, gdyż już w seminariach przyszli księża mieliby szansę na przełamanie pewnych stereotypów, przeniesionych z przeszłości – kobiety są od gotowania posiłków, sprzątania, „niższych posług”. Obraz świata seminaryjnego odbiega radykalnie od tego, co w rzeczywistości dzieje się za jego murami.

Kodeks Prawa Kanonicznego, zatwierdzony przez Jana Pawła II w 1983 roku, jednoznacznie stwierdza, że świeccy, w tym kobiety, mogą pełnić wiele funkcji kościelnych. Kobiety mogłyby być ekonomkami diecezji czy dyrektorkami rozmaitych wydziałów w kuriach biskupich. Niedawno pewną sensację wywołało zatrudnienie przez biskupa płockiego Piotra Liberę świeckiej kobiety na rzeczniczkę diecezji. A w Europie cztery kobiety są rzeczniczkami nie tylko diecezji, ale episkopatów: Czech, Niemiec, Francji i Holandii. Świadczy to o klimacie, który panuje w Kościele lokalnym. Określa się nasz Kościół nieraz jako „żeńskokatolicki”. Dlaczego jednak pełnienie przez kobiety funkcji dozwolonych od ćwierćwiecza wciąż zadziwia i jest odbierane jako przejaw modernizmu?

Bez złudzeń

Czy Kościół traci kobiety? Z całą pewnością nie straci tej części kobiet, które są z nim mocno związane. To te, które całe życie wspomagały prace duszpasterskie w parafii, które na starość modlą się codziennie w pustawej świątyni, gdy młodzi są w pracy, a dzieci w szkole. Niezależnie od tego, czy ich umiejętności i wykształcenie zostaną wykorzystane w budowaniu wspólnoty, czy zostaną przydzielone do sprzątania i pomocy w zorganizowaniu odpustu parafialnego – zawsze będą obecne, gdyż mają świadomość, że ich wiara tylko tu rozwinie się najpełniej.

Oprócz tych kobiet „zawsze wiernych” należy dziś jednak dostrzec także te, które są daleko lub które się wahają, albo szukają bez większego powodzenia swojego miejsca w Kościele. To do nich należy adresować duszpasterskie działania, do nich mówić, szukając nowego języka.

Wiele wskazuje na to, że ta druga grupa kobiet, niestety, się poszerza. Są to osoby wysoko wykwalifikowane, dynamiczne, z aspiracjami, absolwentki wyższych uczelni, które odkładają macierzyństwo lub rezygnują zeń, gdyż pragną samorealizacji. Wstąpienie do zakonu nie jest już dla nich możliwością zapewnienia sobie względnej samodzielności życiowej i choćby skromnego wykształcenia – dzisiejszy świat ofiaruje im nieporównanie więcej. Kolorowe czasopisma (gdyż nie matki i babki) wpajają im określoną hierarchię wartości i mówią do nich specyficznym językiem. Miłość, piękno, samorealizacja – to hasła wypisane na sztandarach tego kobiecego żywiołu. Bóg nie jest dla wielu z nich siłą napędową ich życia, czym radykalnie różnią się od pierwszej wspomnianej grupy. Potrafią zorganizować Boże Narodzenie bez kontaktów z parafią – opłatek można przecież kupić w supermarkecie, a o resztę zadba bogata oferta świąteczna…

Dlatego te kobiety nie wychowują już religijnie swoich dzieci – katecheci twierdzą, że większość ich uczniów nie potrafi się przeżegnać, nie zna też „żelaznego repertuaru” modlitewnego, który był przekazywany przez stulecia kolejnym pokoleniom Polaków, a przekazywały go matki i babki. A naturalnie przekazuje się jedynie to, co jest dla kogoś ważne i czym samemu się żyje.

Te kobiety, choć tak samodzielne, wbrew deklaracjom potrzebują pomocy. I jeżeli zdarzy się, że któregoś dnia przyjdą do Kościoła, ci, co w nim są, powinni wyczuć, co dla nich jest ważne. Powinni pomóc im odnaleźć się w nowej sytuacji – szukać razem z nimi sposobu połączenia życia rodzinnego i rodzicielstwa z pracą zawodową. Co zrobić, aby nie zniszczyć rodziny, ale też realizować swoje talenty? Złudzeniem jest oczekiwanie, że kobiety ograniczą się i wrócą do swojej tradycyjnej roli wyłącznie żony i matki. Na restaurację jest za późno.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Właśnie taka pomoc – w znalezieniu nowej duchowości współczesnych kobiet – jest w tej chwili pilnym zadaniem dla duszpasterzy. Chodzi o to, aby szukać takich dróg, które pozwolą im na harmonijny rozwój i akceptację i rodziny, i pracy zawodowej. Chodzi także o to, aby stworzyć w Kościele takie warunki, by kobiece talenty nie były marnowane. Do tego trzeba wysiłku, by tę nową sytuację odczytać, zaakceptować – i szukać nowych dróg. Wówczas Kościół odzyska także te kobiety, które są daleko i nie odnajdują się w nim lub czują się obco. A to właśnie one tradycyjnie były i nadal mogą być jego najwierniejszymi sojuszniczkami.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz – dziennikarka Katolickiej Agencji Informacyjnej, przewodnicząca Krajowej Rady Katolików Świeckich. Autorka Leksykonu ruchów i stowarzyszeń w Kościele i zbioru rozmów Fajerwerk na trzecie tysiąclecie, współautorka wywiadów-rzek, m.in. Jak Ślązak z Bułgarem, czyli patchwork prowincjonalny (z ks. Jerzym Szymikiem), Świętowanie Pana Boga (z Jackiem Salijem OP), Ciągle tonę i chwytam Jezusa (z abp. Damianem Zimoniem), Przygody z Opatrznością (z bp. Ignacym Jeżem). Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.